INSPIRACJE / KRAWIECKIE MOTYWACJE

Koszt eksperymentów krawieckich: ile sukienek to sukcesy, a ile porażki?

ikona sukcesy vs. porażkiSTATYSTYKA SZYCIOWYCH SUKCESÓW I PORAŻEK

Wychylanie się poza utarte schematy dobrze wygląda, gdy jest uwieńczone sukcesem. Sama chętnie pokazuję to, co mi się udało i z dumą noszę swoje kolejne sukienki. Przepis na sukces jest w moim przypadku bardzo prosty: sprawdzony fason + znany materiał +twarzowy kolor. Stosując się do tego równania mogłabym pławić się w radości sukcesu non stop. Coś jest jednak takiego w mojej naturze, co pcha mnie ciągle do przodu. Chęć eksperymentu, odkrycia nowego ekstra modelu jest silniejsza niż racjonalne kalkulacje. Wyjście poza strefę komfortu zawsze wiąże się z ryzykiem i kosztami, a dziś opisze wam dokładnie jakimi.

Ile z moich eksperymentów to sukcesy, a ile porażki?

10 ambitnych planów

Tego lata postanowiłam zaszaleć z nowościami. Zamiast powtarzać znane już wykroje i korzystać ciągle z tych samych materiałów, poszłam na całość. Nowe modele, nowe tkaniny, nowe kolory. Przed sezonem założyłam sobie motyw przewodni letnich sukienek i z pośród wielu wykrojów wybierałam tylko te, które nawiązywały do klasycznej kopertówki Diane von Furstenberg. Nie były to oczywiście kopie tego modelu, a jedynie luźne nawiązania. Sukienki miały być bardzo kobiece, z mocno zarysowaną talią, zwiewne i z jakimś typem zapięcia na przodzie. Kopertówkę wyróżnia właśnie wiązanie na przodzie i aura wygodnego, niezobowiązującego stroju. Idealne na lato. Moje 10 planów przedstawiłam wam we wpisie Skąd brać pomysły na sukienki?

3

Plan vs. dostępność materiałów

Marzenia prędzej czy później muszą zetknąć się z rzeczywistością. W moim przypadku plany weryfikuje wizyta w sklepie z tkaninami. Mogę uszyć tylko te rzeczy, na które znajdę materiały. Udało mi się kupić 6 wiskoz i bawełen (zdjęcie wyżej), które przyporządkowałam 6 sukienkom ze swojej rozpiski. Zaczęłam szycie i eksperymentowanie.

fartuch i sexy dress na blogSukcesy: Letni fartuch i Chabrowy wdzięk 

Dwie sukienki, które nie tylko cieszą moje oko, ale i nosze je non stop to Sukienka-fartuch i Sexy summer dress, które widzicie na zdjęciach powyżej. Dwa modele, które na pewno będę powtarzać. Pierwszy bardzo letni fason na spacery i plaże, drugi nieco bardziej elegancki i sexy. Oba piękne, choć różne w swoim charakterze.

Dwa udane połączenia…a co z pozostałymi 4 pomysłami?

kolaż. porazkowe sukienkiPorażki:  Kwiatowe rozczarowanie,Kimono nieporozumienie, Turkusowa porażka, Retro fartuch

Niechętnie publikuję na łamach bloga sukienki, które mi nie wyszły. Bynajmniej nie chodzi o to, że się ich wstydzę. Powód jest bardziej praktyczny. Wyszukanie pleneru, zrobienie sesji zdjęciowej, obrobienie fotek i przygotowanie wpisu zajmuje dobre kilka godzin mojego cennego czasu. Nie chcę go tracić, na ubrania, które są w moim przekonaniu brzydkie. To, że porażki nie pojawiają się za często na blogu, nie znaczy, że ich nie ma. Wręcz przeciwnie. Tam gdzie zdecyduje się na eksperymenty, wyjście poza swoje sprawdzone wykroje, tam pojawia się ryzyko.

Lato 2016 obfitowało w nowości, więc i w potknięcia. Z 6 materiałów które kupiłam, 4 zmarnowałam. Rozgoryczona pierwszymi dwoma podejściami do eksperymentalnych wykrojów, opisałam wam je we wpisie o wychodzeniu poza swoją strefę komfortu. Kwieciste kimono spisałam na straty, ale już w Retro Fartuchu widziałam potencjał. Morską wiskozę w białe grochy zmarnowałam, ale już powtórkę uznaję za sukces.

Buble, których wam nie pokazywałam, to nawet nie eksperymenty. Zdecydowałam zmienić swoje krawieckie plany na lato i zrealizować ryzykowne powtórki. Dwie sukienki, które szyłam kilka lat temu. Wtedy mi nie wyszły, ale miałam nadzieję, że teraz gdy szyję dokładniej i lepiej, mam szansę zmierzyć się z tymi wykrojami. Wygląda jednak na to, że jak coś raz nie wyszło, to nie ma sensu tego reanimować.

Sukienka, którą nazwałam kwiatowym rozczarowaniem była na podstawie Wyspiarskiego wspomnienia. Liczyłam na to, że precyzyjne poprowadzenie zaszewek i zrobienie porządnej podszewki uratuje górę. Może by uratowało, gdybym użyła lepszego materiału. Drobne kwiaty zupełnie mi się nie spodobały w tym wydaniu.

Zły dobór materiału pogrążył też mój ostatni turkusowy projekt. Wiskoza była tak rozciągliwa, że nawet porządne podklejenie podszewki flizeliną nie uratowało wymagającego dekoltu. ..

Jak porażki na mnie wpływają?

Negatywnie. Każdą nieudaną sukienkę traktuję bardzo osobiście i przeżywam kilka dni. Nawet jeśli upcham ją głęboko w piwnicy, to pamiętam… Poza smutkiem pojawia się złość na źle przemyślany projekt i źle dobrany materiał. Nawet jeśli kto nie ryzykuje, ten nie ma, to muszę dodać, że kto ryzykuje ten musi liczyć się z kosztami. Mówi się, że umiejętność samodzielnego szycia jest taką oszczędnością… Gdy wszytko wychodzi, faktycznie chodzę w sukience za ułamek jej ceny sklepowej. Jednak, gdy wsiąść pod uwagę moje powyższe letnie statystyki, sami widzicie, ze nie jest aż tak różowo.

Podsumowanie: 2 do 4

To moje zestawienie letnich eksperymentów. Dwa sukcesy= dwie piękne sukienki zupełnie inne w swoim charakterze i aż 4 nieudane projekty. Powody wpadek były różne: od nietrafnego wykroju, po nietwarzowy kolor. Myślę, że jeżeli już decydować się na eksperymenty i zrobienie czegoś zupełnie nowego, to nie ma na to lepszej pory niż lato.

Wakacje sprzyjają eksperymentom. Sukienki letnie szyję szybciej, pomijam podszewki, a do tego letnie materiały są tańsze. Wakacyjna różnorodność zachęca do posiadania nie jednej klasycznej małej granatowej, a co najmniej tuzina kolorowych na wypad za miasto, plażę, ślub, grilla, ciepły wieczór, chłody wieczór etc.

Eksperymentując z fasonem i materiałem trzeba liczyć się z finansowym i emocjonalnym ryzykiem. Dla mnie gra jest warta świeczki.

A dla was? Jak wygląda wasza statystyka udanych/ nieudanych eksperymentów?

 

Pozdrawiam

Ania

 

 

Advertisements

40 thoughts on “Koszt eksperymentów krawieckich: ile sukienek to sukcesy, a ile porażki?

  1. Cześc Aniu 🙂
    gdybyś znała moje poczatki …. ;D
    Kwiatowa sukienka jest bardzo ładna (też ma na „warsztacie” tą wiskozę ;)), nie rozumiem, co w niej ci się nie podoba???
    Turkosowa …. to zapene o niej mówłaś ..? Ja przy rozciągliwych tkaninach, a zawsze przy wszelkiego rodzaju dekoldach używam do podklejania wzmocninej taśmy klejonkowej. Zawsze jest ryzyko, że cos może nie wyjść, ale jakoś się udaje 😉 I zawsze podklejam tkaninę właściwą. Zeby dekold nie zdeformował się to układam go na formie i dopiero zabieram się za podklejanie. Staram się, aby sznureczek/wzmocnienie był na lini szycia…..
    Ale penie też tak robisz 🙂
    Co do Twojego „kimonowego nieporozumienie” to było dla mnie inspiracją :)) i za to DZIĘKUJĘ :))

  2. Dobrze, że piszesz o krawieckich „porażkach”, choć pewnie sukienki, które tak zakwalifikowałaś wielu osobom się spodobają. Mi się np. niezwykle podoba kimonowy fason „rozczarowania” choć kwiecista tkanina już niekoniecznie. Szycie to trochę loteria. Bo nawet jak się ma takie doświadczenie jak Ty, można spędzić dużo czasu przy maszynie, a efekt może okazać się niezadowalający. Na pewno jednak korzystanie ze sprawdzonych wykrojów i korzystnej dla nas palety kolorystycznej tkanin możne to ryzyko zminimalizować.

  3. Porażki są równie ważne jak sukcesy, ile się z nich uczymy 🙂 jakoś się już przyzwyczaiłam, że od czasu do czasu coś nie wyjdzie. No trudno, kto nie ryzykuje, ten nie ma 🙂 Miałam taki etap totalnych porażek ze spodniami dla Lubego, uparłam się, że nauczę się je szyć, ale wciąż coś nie wychodziło, wciąż coś było nieidealnie i to mnie strasznie dołowało i wściekało. Spodnie były ładne, ale Luby nie chciał ich nosić. To było przykre, odłożyłam więc temat na jakiś czas i teraz jakoś idzie w dobrym kierunku 🙂 Generalnie staram się eksperymentować na tanich tkaninach, to trochę zmniejsza moje poczucie straty, jakby co. Choć najbardziej boli strata czasu jednak….A sukienka w duże pomarańczowe kwiaty wygląda super!

  4. Tak pomyślałam, że może problem leży w szybko podejmowanych decyzjach co do materiału? W sklepie materiał wydaje się idealny na planowaną sukienkę, sprzedawca zachwala, a przede wszystkim nie ma czasu nad sprawą medytować godzinami. Potem się tego pierwotnego pomysłu trzymamy, zamiast podejść do sprawy elastycznie i na spokojnie, owinąć się tkaniną (owinąć manekin), pochodzić wokół tego kilka dni i zdecydować, czy rzeczywiście o taki efekt nam chodzi, pozwolić, żeby pomysł uleżał się w głowie. Na pocieszenie przychodzi mi do głowy pewna analogia: żaden wielki artysta nie stworzył samych arcydzieł – najczęściej dzieło życia zdarza się jedno, najwyżej kilka, po drodze jest wiele bardzo dobrych, ale też masa prób, ćwiczeń i eksperymentów, które przecież jednak przygotowują grunt pod te udane prace. Frustracje, które po drodze przeżywamy, też w jakimś sensie pchają nas naprzód, pobudzają ambicję do stworzenia czegoś lepszego następnym razem… Głowa do góry:)

    • Magda, na pewno masz rację w tym, że przywiązuje się do swoich pomysłów. Raz podjęta decyzja w sklepie, jest dla mnie nie do ruszenia 🙂 Może postaram się o więcej elastyczności, bo na etapie planowania tracę tylko materiał, a nie swój czas. Bardzo podoba mi się porównanie do artystów 😉

    • O tak! Zwłaszcza przy zakupach przez internet – kupię materiał pod dany wykrój, przyjdzie coś innego niż sobie wyobrażałam i trzeba zmienić plan. Chyba to internetowe kupowanie nauczyło mnie elastyczności 🙂 Nawet jeśli czasem trzeba poczekać na właściwą inspirację.

  5. Ja bym mogła książkę napisać, jak łatwo zmarnować tkaninę.Otóż moje pierwsze egzemplarze wychodziły tak sobie. Ale brakowało mi umiejętności przy wszywaniu suwaków, pisałam już o tym. Dla mnie to była zmora wszyć kryty suwak. Ale poćwiczyłam, poryczałam się , zacisnęłam zęby i teraz jest super. Potem nastała era kieszeni ciętych , tych solo i tych z patką. Oj , brzuch mnie bolał jak zasiadałam do szycia. I jak to bywa, trochę z przypadku dostałam olśnienia i teraz są jak malowane. A co do tkanin, to juz inna bajka. Nie tykam się rozciągliwych , cieniutkich żorżet , szyfonów i tym podobnych „cudownych” tkanin. Jak dla mnie to pewniak, że mi nie wyjdzie nic. I tak jak Ty Aniu, często wracam do sprawdzonych modeli, czasami pozwolę sobie na mały eksperyment z tkaniną, wzorem i bywa tak, że choć wydaje się byc wszystko na swoim miejscu, a jednak coś nie gra. Ja nazywam takie egzemplarze półkownikami. Poleżą sobie na półce , ja dojrzeję , żeby cos z tym zrobić- zazwyczaj wędrują do śmietnika. Czarna rozpacz mnie ogarnia, bo bardzo emocjonalnie podchodzę do każdej uszytej rzeczy. I tak juz jest, że za eksperymenty płacimy sporo, bo czas, bo pieniądze, bo ogromne emocje, zawiedzione nadzieje na nową kreację. Może gdybym była bardziej stanowcza, mniej by mnie to wszystko kosztowało, ale ja tez lubię czasami wyjść z mojego ubraniowego schematu i zaszaleć czasem. No i jak to bywa po takich szaleństwach kac jest niemiłosierny, a ból głowy zostaje jakiś czas. Zazwyczaj lecze sie nowym nabytkiem w postaci tkaniny.A na koniec moje spostrzeżenie . Jak to bywa nie każdy samochód jest piękny w kolorze czerwonym, jak dla mnie tylko jeden , taki na F. I tak też jest z modelami sukienek. Musi być okreslona tkanina, kolor i wzór na tkaninie. A do tego fason dobrany do sylwetki . I mamy murowany sukces. Ale czy nie wieje czasami nudą? Dlatego nie wolno się poddawać, eksperymenty w zyciu dodają nam tego smaczku, pchają ku nowemu ..

  6. Hej, Ania. Nieprzejuj się eksperymentami, tak bywa nawet u najbardziej doświadczonych. Ja staram się z materiałów we wzory szyć proste fasony, lubię też łączyć je z materiałami gładkimi. Dobór kolorystyczny to już sprawa inwidualna.Jednym dobrze w ciepłych kolorach, innym w zimnych, można czasami zmienić niezbyt korzystny kolor, odmienić dodatkami, pobawić się w różne zestawienia. Torebki,apaszki
    , korale bardzo mogą pomóc, nie mówiąc o łączeniu z zakietami, wdziankamì itd. Mając jednak tyle sukienek, możesz kilka spisać na straty. Kimono oddaj komuś o urodzie jesieni, mocniej podkreślony pas uratuje symetriię tej sukni. Kwiatowe rozczarowanie plus kolorystycznie dodatki i będzie dobrze, turkusowa czy to twój kolor?, dekolt ściągnij gumką może pomoże, grochy plus ciepłe dodatki ( żółty, beż, złoty) i też ok. Powodzenia Aniu, jesteś zawsze elegancka. Czy pozwalasz sobie na więcej swobody jakieś getry, spodenki, dres?

    • Ewa, Dzięki za rady, akcesoria to moja słabość. Nie umiem stylizować sukienek. Co do swobody to w getrach chodzę na siłownię, dres czasami zimą po domu, a spodenek nie posiadam- nie mam do nich nóg. Żadnej z tych rzeczy nie szyję, wszytko kupne.

  7. U mnie też to bywa podobnie… Na jakieś 10 rzeczy, to 4 to totalna katastrofa; 2 to niewypał, który jednak ma jeszcze szansę na przeszycie tu i tam w nadzieji, że może coś z tego będzie; kolejne 2 to rzeczy jak najbardziej ok, ale szału nie ma (najwyżej będzie po domu); no i tylko 2 to kreacje z których jestem w 99% zadowolona 🙂

  8. Aniu, myślę że w Twoim wypadku na porażki największy wpływ ma kolor i wzór tkanin, z których szyjesz. Modele, moim zdaniem dobierasz raczej trafnie, bo konsekwentnie wybierasz te, w których Twoja sylwetka prezentuje się najlepiej. Na zdjęciach najlepiej wypadasz w kolorach „wyraźnych” (np. granat, czerwień) i raczej „chłodnych” (np. szara koronkowa sukienka na wesele). W kolorach „mdłych” i raczej „ciepłych” przestajesz być widoczna. Przykładem jest tu „sukienka fartuch”. Uszyta z tkaniny w groszki rzeczywiście może „robić” za fartuch, ale już w nowej wersji kolorystycznej nabiera charakteru. Wszystkie mamy to samo. Ja nie noszę koloru zielonego (w żadnym odcieniu) ani żółtego. Gdy zakładałam kiedyś zielone rzeczy, to zdarzało mi się usłyszeć pytanie: „Źle się czujesz?” lub „Jesteś chora?”. Ale gdy jestem w granacie, bordo lub błękicie (jako dodatek), słyszę „Super”. Podobnie „kwiaty’, z nimi chyba wszystkie musimy być ostrożne. Ale Ty bardzo podobasz mi się w sukienkach w paski (ostatnia w biało granatowe jest super) i w różne tzw. „esy-floresy”, także z kwiatami we wzorze (np. pierwsza sukienka z Burdy 03/2016). Dla mnie jesteś mistrzynią, to praktyka Cie nią uczyniła, a błędy uczą. Nawet, jeśli ta nauka kosztuje (czas, pracę i pieniądze).

    • Ewa, musisz też brać pod uwagę, że rzeczy z żywych kolorach, wyrazistych paskach po prostu lepiej wyglądają na zdjęciach. Delikatne neutrale nie są krzykliwe; subtelność „słabo się sprzedaje”. Czytałam fajny artykuł na temat tego jak Hollywood ubiera się na czerwony dywan, by dobrze wyglądać na zdjęciach. Jeśli go odnajdę, zrobię post w temacie.

  9. Aniu. Na początku zaznaczam, że moją intencją nie jest pisanie pustych pochlebstw pod Twoim adresem. Ale powiem tak… każdy dzionek zaczynam od sprawdzenia Twojego bloga, czytam za każdym razem z zapartym tchem. Jesteś dla mnie inspiracją, choć dzieli nas pewnie ze dwadzieścia lat. I mimo, że to ja jestem starsza i zdawać by się mogło bardziej doświadczona, to właśnie Ty jesteś dla mnie wzorem. Czerpię z Twojego bloga pełnymi garściami, szczególnie, że bardzo odpowiada mi Twój kobiecy styl i świetne dopasowanie fasonów do figury (notabene bardzo zbliżonej do mojej :)). Wiele się od Ciebie nauczyłąm. Do tej pory byłam milczącą podglądaczką Twojego bloga, ale teraz nie mogę już dłużej milczeć. Aniu, przecież w tym „kwiecistym pomarańczowym kimono” wyglądasz świetnie, szczuplutko i kwitnąco. Moim subiektywnym zdaniem niesłusznie wrzucasz tę sukienkę to worka porażek. A jeśli chodzi o turkusową, to zbiegiem okoliczności właśnie mam ten wykrój na warsztacie (u mnie będą to drobne kwiatki na dzianinie). W swojej sukience szyję spódnicę w dość duże kontrafałdy, bo zwykłe gęste marszczenie na dzianinie dodaje objętości moim biodrom. Nie skazuj tej sukieneczki na banicję, może tylko wprowadź modyfikację. Sama przecież zauważyłaś, że kontrafałdy ulokowane tylko z przodu i tylko z tyłu, nie dają efektu napompowania, np. cudnie wyglądająca „Mindfulness. Być tu i teraz” lekko opływająca biodra. Retro fartuch…hm. niekoniecznie, faktycznie ja Ciebie w tym nie widzę, ale na prezent dla np. siostry lub przyjaciółki jak znalazł… niech sprawia radość innym. Kwiatowego rozczarowania nie ocenię, bo nie widziałam, jak się w niej prezentujesz. A na zakończenie… Aniu dziękuję Ci za Twojego bloga, za inspirację i za wszystkie życiowe i modowo-krawieckie porady i nauki. Szyj i pisz jak najwięcej ku naszej radości. Jesteś WIELKA (i bynajmniej nie mam tu na myśli rozmiaru:) ). Wszystkiego dobrego

    • Basiu, bardzo dziękuję za ten długi 🙂 i ciepły komentarz. Ogromnie się ciesze, że jesteś czytelniczką mojego bloga i znajdujesz w nim inspirację. Co do sukienek -porażek. Daje mi naprawdę kilka szans. Nosze przez jakiś czas na różne okazje, zastanawiam się, czy może nie jestem przyzwyczajona do koloru etc. Jeśli już zdecyduje, że to nie to, nie ma odwrotu. Gdy coś mi się nie podoba, po prostu nie mogę tego nosić. Podejmuje decyzję i nie oglądam się za siebie.

      Także bardzo dziękuję za nadzieję jaka obdarzasz moje uszytki, ale będą musiały posłużyć komuś, kto je pokocha.

  10. W kwestii porażek to turkusowa i ta w grochy na zdjęciu wyglądają całkiem dobrze i mi się podobają. Dwie pierwsze w kwiaty faktycznie nie trafione, ja lubię tkaniny w kwiaty i według mnie wybrałaś do nich zbyt skomplikowane kroje. Z mojego doświadczenia wynika że krzykliwe wzory lubią proste proste kroje 🙂

  11. Fajnie, że podjęłaś ten temat. Szycie to niestety, nie tylko sukcesy, ale też porażki. Ja te ostatnie również przeżywam. Nie prowadziłam statystyk, ale ostatnią porażką jest bluzka i sukienka uszyta z tego samego materiału. Problemem okazał się źle dobrany materiał do danego wykroju. Jakoś to przetrawiłam, tłumaczę sobie, że takie porażki też są potrzebne by dalej się rozwijać. Teraz, zanim zakupię materiał, długo namyślam się czy będzie współgrał z wybranym wykrojem. Zdaję sobie jednak sprawę, że takich porażek będzie jeszcze wiele. Co innego jednak bardziej mnie dołuje – moment kiedy zaczynam coś szyć/kroić i zatrzymuję się, ponieważ nie wiem jak coś dalej wykonać. Ostatnio skroiłam sukienkę, którą najpierw znalazłam u Ciebie, model 122/Burda 11/2012. Sukienka bardzo mi się podoba, niby nie jest skomplikowana w szyciu, a dwa dni zajęło mi układanie zakładek na spódnicy. Na końcu okazało się to proste, ale byłam na siebie zła, że straciłam dwa wieczory na układaniu materiału:-). Nigdy wcześniej jednak nie szyłam sukienki w której dół składa się ze spódnicy z zakładkami, więc pocieszam się że poczyniłam kolejne kroki naprzód. Przyznaję jednak, że takie zatrzymywanie się i myślenie „co dalej z tym zrobić” bardzo mnie irytuje:-). Wiem już teraz, dlaczego szycie uczy cierpliwości:-). Twoja ostatnia sukienka Sexy summer dress jest rewelacyjna i wyglądasz w niej obłędnie. Zdecydowanie bardziej podoba mi się Twoja interpretacja tego modelu. W Burdzie ten sztywny materiał jakoś mnie nie przekonał. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę jak najwięcej szyciowych sukcesów:-).

  12. Doskonale rozumiem Twoje rozterki i żal po zmarnowanym czasie, materiale oraz zawiedzione nadzieje na super kreację. Ostatnio tak się poczułam po uszyciu dwóch sukienek z modelu projektanta z Burdy 10/2015, zachwycił mnie skośny dekolt i niestety, ale na mojej figurze dekolt dziwnie odstaje i się naciąga.
    Popełnione sukienki potwierdziły moje przekonanie, że pasek wszyty w sukienkę niezwykle podkreśla atuty mojej figury, ale został mi żal po zmarnowanym niebieskim materiale, który dużo lepiej by się ułożył w spódnicy w półklosza, a nie w ołówkowej…
    Dzięki za wpis, uważam, że ważne jest by mieć świadomość, że hobby nie jest usłane samymi sukcesami. Bardzo mnie to uczy cierpliwości i samodyscypliny, bo mimo wszystko szyję coraz ładniej i szybciej, a nagrody w postaci udanych projektów są niezwykle satysfakcjonujące. Nauczyłam się prostych przeróbek wykrojów, które sprawiają, że ciuch leży ładniej na sylwetce. Szycie pozwala na zauważanie w jakich kolorach i fasonach jest nam dobrze. A kiedy zaczynam nie doceniać tego co daje samodzielne szycie, wystarczy mi spacer do sieciówki i uświadomienie sobie, że najgorzej uszyta przeze mnie rzecz jest sto razy ładniejsza i bardziej do mnie pasująca, niż to co jestem w stanie sobie kupić. 🙂
    Aniu, bardzo inspirujesz mnie do szycia kobiecych ciuchów, z przyjemnością do Ciebie zaglądam. 🙂

  13. Chyba każdy, kto szyje czasem coś zmarnuje. Ja ostatnio zmarnowałam kawałek aksamitu z którego szyłam bluzkę. Bluzka nie wyszła, bo zwyczajnie tkanina nie była elastyczna, a forma była na bluzkę elastyczną . Takie niedopatrzenie. Miałam strasznego kaca moralnego po wyrzuceniu tej tkaniny. Zepsułam też sukienkę, którą właśnie ratuję, bo za bardzo zwęziłam dołem i nie mogłam jej zapiąć. Chyba jednak uda się ją uratować, bo w boczne szwy wszyłam kontrastowe pasy poszerzające sukienkę. Ostatnio też kupiłam tkaninę w kolorze, w którym wyglądam bardzo źle i nic z niej nie uszyłam. Zamierzam ją pofarbować.
    Wtopy z kolorami i fasonami teraz zdarzają mi się rzadko, najczęściej coś zepsuję w trakcie szycia. Znajomość mojego typu urody pozwala mi omijać fasony, kolory i wzory, w których będę się źle czuła i wyglądała. Tak więc nie szyję rozkloszowanych spódnic i sukienek, bo to 100 % porażki w moim przypadku. Omijam też oversizy, a także romantyczne kwiaty.
    Ta pierwsza”zepsuta ” przez Ciebie sukienka mi się podoba. Jest w piękny kwiatowy wzór. Dlaczego Ci nie pasuje? Tobie w kwiatach jest dobrze.

  14. Przy tak dużej ilości szycia i eksperymentów zawsze moze trafić się mniej udany egzemplarz. Ale to tez kwestia gustu. Sama forma może być jak najbardziej ok tylko my się w tym nie czujemy komfortowo – być moze więc sukienkowe „porażki” sa tylko w Twojej ocenie. Wszystkie zaprezentowane powyżej sukienki sa świetne. Najbardziej spodobały mi sie te dwie z gładkich materii, ale każda ma w sobie coś szczególnego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s