KRAWIECKIE MOTYWACJE

Czy warto wychodzić poza swoją strefę komfortu?

ikona strefa komfortuCENA KRAWIECKICH EKSPERYMENTÓW

Opanowały mnie krawieckie skrajności. Albo szyję powtórki w granacie: sukienki, które od razu skojarzycie ze mną, albo tak szaleje z eksperymentami, że nie mogę ich pokazać na blogu. Dwie ostatnie nowości (sukienki w grochy i kwiaty) powędrowały do pudła w piwnicy, a ja się zastanawiam czy warto ryzykować? Czy jest sens wychodzić poza swoją strefę komfortu?

grochy strefa komfortuEksperyment z kolorem

Lubię kolory. Zaczęłam szyć właściwie tylko po to, by móc o każdej porze roku chodzić w kolorowych sukienkach. Kolory są dla mnie ważne i wierzę w ich moc zmieniania naszego wyglądu. W czerwieni nabieram chęci na życie, w bieli wyglądam niewinnie, a w granacie elegancko. Nieustannie poczytuje sobie o analizach kolorystycznych, a gdy natrafię na nowość w temacie, kupuję od razu.

Tak właśnie było z książką Color Your Style David Zyla, o której już wam wspominałam. Pokrótce teoria tego stylisty sprowadza się do tego, że powinniśmy nosić kolory, które już dała nam matka natura. Barwy ubrań mają odzwierciedlać barwy oczu, włosów, cery, policzków, żył etc. Ja mam w sobie dużo odcieni zieleni w oczach i żyłach, a praktycznie nie nosze tego koloru, więc gdy zobaczyłam morski w białe grochy postanowiłam spróbować.

Już w sklepie miałam wątpliwości, czy aby akurat ten odcień morskiego pasował do mnie, ale sama się przekonywałam, że chwilowo mi się ten materiał nie podoba, bo nie jestem do niego przyzwyczajona…

Nie można się przekonać do koloru. Albo coś się nam podoba albo nie. Siła przyzwyczajenia jest owszem duża, ale nasz instynkt jeszcze większy. Pierwsze NIE, jest najczęściej NIE ostatecznym. Teraz już jestem na 100 % pewna, że eksperymenty z kolorem są jak najbardziej wskazane jeśli od razu dana barwa wywołuje mój entuzjazm. Przekonywanie się do koloru, doradzanego przez nie wiadomo jakiego guru, nie ma dla mnie sensu.

Próbowanie nowych kolorów: TAK, zmuszanie się do noszenia nowości: NIE

kwiaty. strefa komfortuA może nowy fason?

Eksperymenty z kolorem zaprowadziły mnie nad morze, a szaleństwa z fasonem do Japonii. Popełniłam kimono, którego nigdy wcześniej nie szyłam. Wiem dokładnie w czym mi jest dobrze i które modele najlepiej podkreślają walory mojej sylwetki. Dopasowana góra, rozkloszowany dół, obowiązkowo podkreślona talia to mój osobisty przepis na sukces.

Sukcesy ewidentnie się nudzą, skoro postanowiłam sobie uszyć sukienkę typu kimono. Wydawało mi się, że nie odbiega ona od tego, w czym mi powinno być dobrze. Wyszłam poza swoją strefę komfortu. Uszyłam sukienkę z luźna górą i trochę podkreśloną talią. Sukienka miała co prawda wszyty pasek, ale w rzeczywistości gubił się on w skomplikowanej formie i princie sukienki. Kilka dni próbowałam się do niej przekonać, ale musiałam się poddać. Kolejny nieudany eksperyment.

Problem z nowościami w krawiectwie jest taki, że muszę zakupić tkaninę, potem tydzień szyć, by na koniec się przekonać, że to jednak nie to. Eksperymenty są zawsze kosztowne, dlatego doradzam je tylko wtedy, gdy macie na nie fundusze, czas i nerwy. Nastawienie ZEN jest koniecznie by się nie wykończyć, gdy uwieńczeniem kilkudniowej pracy jest porażka.

Naprawdę można przeszyć całe lato na jednym czy dwóch wykrojach, które wiecie że się sprawdzą. Zerknijcie na moje dwa ulubione modele z których powstało kilkanaście sukienek o rożnym charakterze.

kolaz 1

https://pracowniastroju.com/2014/06/23/jeden-wykroj-wiele-mozliwosci/

lub kolaż perfect szachownica

https://pracowniastroju.com/2014/07/21/perfect-match/

11 wakacyjny printInny materiał?

Tegoroczne eksperymenty szyciowe dotknęły też strefy samej tkaniny. Zazwyczaj latem trzymam się kurczowo bawełny w rożnych wydaniach. Szyję z rozciągliwych dzianin, bawełenek koszulowych lub bawełny z dodatkiem elastanu. Wiem, że to trwałe materiały, niektóre mam już w szafie kilka lat. Łatwo się z nich szyje i równie przyjemnie nosi.

Tym razem podkusiło mnie i postanowiłam zaryzykować z wiskozami. Znam bardzo dobrze grubszą krepę wiskozową z lycrą, z której powstają moje jesienno-zimowe kreacje, ale cienka wiskoza na lato? Ten eksperyment akurat nie okazał się fiaskiem. Wiedziałam już, że należy bardzo ostrożnie prasować wiskozę, więc uniknęłam przykrych niespodzianek z kurczeniem się materiału. Delikatnie tez je piorę i oczywiście pod żadnym pozorem nie wkładam do suszarki. Wiskoza w wersji letniej to coś pomiędzy miękką bawełną, a szlachetnym jedwabiem. Tkanina lużno otula ciało i jest bardzo zwiewna. Zdecydowanie dobry typ na rozkloszowane letnie kreacje.

Plus dla mnie.

Czy warto wychodzić poza strefę krawieckiego komfortu?

Co tu napisać w podsumowaniu? Warto czy nie warto eksperymentować? Szczerze mówiąc: Nie wiem… Szukanie nowych rozwiązań, kupowanie nowych kolorów i szycie nietypowych fasonów to ryzyko, które równie dobrze może się opłacić, jak okazać totalnym fiaskiem. Jeśli macie czas, pieniądze i optymizm odkrywcy idźcie w nowości. Jeśli jednak udaje wam się uszyć jedną sukienkę w sezonie – niech to będzie pewny fason, znany kolor i tkanina bez niespodzianek.

Z dużą ciekawością czekam na Wasze przemyślenia i doświadczenia: eksperymentować, czy iść znaną ścieżką sukcesu? Za czym się opowiadacie?

Pozdrawiam

Ania

 

 

Reklamy

47 thoughts on “Czy warto wychodzić poza swoją strefę komfortu?

  1. (z gory przepraszam za brak polskich znakow, mam klawiature EN)
    Fajnie, ze wspomnialas, ze sa rzeczy, ktore ci nie wychodza 🙂 Twoj blog jest dla mnie uczta dla oczu i motywacja do dzialania, ale czasami kiedy ogladam twoje superprofesjonalnie wygladajace ubrania, to popadam w kompleksy 😉 Rozwazylabys moze propozycje na posty typu : krawieckie „faile”. Wszystkim osobom szyjacym przytrafiaja sie porazki przy szyciu, do wiekszosci rzeczy dochodzimy uczac sie na bledach, bo nikt nas krawiectwa nie uczyl. W moim przypadku to duza czesc szycia, bo celowo jako element nauki wybieram sobie za cel nowe konstrukcje. Jednak zawsze z ciekawoscia czytam na blogach o przypadkach problematycznych, bo to wskazowka na przyszlosc, np. ze jakas tkanina nie nadaje sie do danego wykroju. Na pewno nie umniejszy to twej osobiew oczach czytelnikow. Dla mnie jestes numerem 1. wrod blogow o szyciu, „ex aequo” z J. na Lesno-Marchewkowej 🙂

    • Dorota, „Faile” pojawiają się na blogu od czasu do czasu, ale nie mają oddzielnej kategorii:) Musze sprawę przemyśleć, bo to cenna uwaga. Bardzo się cieszę, że mnie lubisz czytać i zajmuję tak wysokie miejsce w Twoim rankingu 🙂

  2. Nie wiem czego się czepiasz w tych sukienkach, są śliczne! Wiem ze jesteś perfekcjonistka w sprawach ubioru, ale może warto czasem odpuscic? Jeśli chcesz wypróbować nowy fason to polecam szycie modelu próbnego. Kup tanio kilka mb tkaniny, najlepiej gładkiej i uszyj na surowO bez owerlocka i wykanczania podkrojow. Wtedy się przekonasz czy dany fason do ciebie pasuje i nie będzie ci żal wyrzucić taniej tkaniny. Do tego sposobu przekonała mnie znajoma krawcowa amatorka i znalazłam wreszcie dwa fasony sukienek idealne dla mnie, po wielu poszukiwaniach i mam ochotę wypróbować kolejne. Wiec eksperymenty – tak, ale z głową bo potem człowiek się denerwuje ze stracił czas i pieniądze. Pozdrawiam 🙂

    • Dla mnie najbardziej istotny jest czas, więc szycie z tańszych tkanin na próbę tak sobie widzę, bo i tak poświęcę 1h na kopie swojego wykroju, 1h na wycięcie kształtu i kolejne godziny na szycie… Poza tym to żadna tajemnica, że to czy ubranie leży dobrze w dużej mierze zależy od użytego materiału. Moje kimono wyglądało by dużo lepiej gdybym zrobiła jej z cieniutkiej lejącej wiskozy, a nie kwiecistej sztywnej.

      Niemniej dziękuję za pomysł, może innym czytelnikom się przyda 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie

      • Śmieję się do siebie, bo ja właśnie uszyłam tę samą sukienkę-kimono z cieniutkiej wiskozy i stwierdziłam: dlaczego nie wybrałam sztywniejszego materiału? Ze względu na specyficzny krój i detale tego modelu warto go uszyć z tkaniny, która tę forma utrzyma. To moja pierwsza sukienka, która poszła na straty. Wykroiłam, zszyłam, miałam wątpliwości, ale dokończyłam (choć ochota była mała..), przymierzyłam i od razu zrzuciłam. Materiał zawiódł, ale też forma – zupełnie chybiona dla mojej sylwetki, choć bardzo mi się podoba. U Ciebie wygląda bardzo fajnie i porządnie, tylko print zmieniłabym na mniejszy, ale to tylko kwestia gustu 🙂 Eksperymentować trzeba jak najbardziej! Ale przy okazji słuchać też siebie – no, nie zakochamy się w niczym/nikim tylko dlatego, że będziemy głośno powtarzać ‚kocham’ przez parę tygodni!

      • Niby wszystkie wiemy, ze trzeba słuchać intuicji, a potem podejmujemy jakieś bezsensowne decyzje 🙂

        Moje kimono jest dosyć sztywne i miałam nadzieję, że cieńszy materiał jakoś wykrój wyratuje, ale widzę, że chyba nie 🙂 Może kimono nie jest dla mnie? W sumie daleko mi do drobnej niskiej Japonki….

  3. Jak dla mnie w szycie zawsze wpisane jest ryzyko, to zawsze jest eksperyment, nawet, gdy mamy już sprawdzony wykrój, bo a to inny materiał, a to inne nici, a to my w złym humorze… 😉 I warto czasem pobłądzić, wiadomo, trochę to czasochłonne i może być kosztowne, ale utwierdzi nas przynajmniej w tym co lubimy. Teraz, jak już kilka razy się nacięłam na kolory i wykroje jestem ostrożniejsza, zwłaszcza, że nie mam za dużo czasu na szycie. I gdy nie czuję do danego projektu przekonania, pomimo, że materiał już kupiony, to raczej się za niego nie wezmę.

  4. Mimo tego wszystkiego, co napisałaś i z czym właściwie się zgadzam, uważam, że warto ryzykować :). Myślę, że z szyciem jest podobnie jak z robieniem odzieżowych zakupów. Mimo świadomości, w czym nam dobrze, zdarza się nam czasem popełnić jakiś zakup, który potem ściąga do głowy myśli w rodzaju: O czym ja wtedy myślałam?! A czasem okazuje się jednak, że warto dać kroczek poza tę strefę komfortu, o której piszesz. Choć nieudane projekty zawsze smucą, to z czasem może być ich mniej. Ja mam na to taki sposób, że kiedy stykam się z nowym modelem, staram się (ale bądźmy realistkami – nie zawsze jest to możliwe) uszyć model próbny. Czasami, kiedy do głowy strzeli mi pomysł wykorzystania fasonu, w którym dotychczas nie chodziłam, robię sobie rundkę po centrum handlowym i szukam czegoś podobnego, by przekonać się, czy warto poświęcać na daną rzecz czas. Tak było np. z płaszczami oversize’owymi, o których przekonałam się, że są zupełnie nie dla mnie. W ogóle napisałaś tylko o sukienkach, a Twoje rozważania można przecież podciągnąć pod wszelkie rodzaje odzieży, które się szyje. Z udanych eksperymentów przychodzi mi z kolei do głowy pomysł na uszycie kombinezonu. Miałam spore obawy, a tymczasem okazało się, że tak mi podpasował, że w kolejce do uszycia czeka następny.
    W swoim dość przydługim wywodzie odniosłam się właściwie tylko do fasonów, bo co do eksperymentowania z kolorami jestem już nieco bardziej sceptyczna. Po szale szycia we wszystkich kolorach tęczy (i niechodzeniu w tym wcale) uspokoiłam się wreszcie, gdy przemyślałam, w czym tak naprawdę dobrze się czuję. Zdaje mi się, że na tej płaszczyźnie znacznie bezpieczniej próbować na mniejszych formach – dodatkach, detalach wykończenia albo zestawiając nowy kolor z jakąś barwą, z którą nam po drodze.
    Pozdrawiam :).

    • To jest genialna myśl, z tym przymierzaniem!

      Co do kolorów się zgadzam – warto trzymać się sprawdzonych, pasujących do nas. Co mi po pięknie wykonczonej, idealnie dopasowanej sukience, w której się nie czuję sobą albo do niczego mi nie pasuje. Już dawno przestałam się przejmować komentarzami mojej mamy na temat moich nowych materiałów w stylu „znów to samo, mogłabyś czasem zaszaleć” 🙂

  5. Każdemu zdarzają się pomyłki, wpadki 🙂 nawet najlepszym ;))
    A tak poza tym… bardzo podoba mi się sukienka w groszki. Mogę prosić o model ? :))

  6. Ja uwielbiam ryzykować. Często kończy się to zmarnowanym materiałem, a wielu uszytych przeze mnie rzeczy nie noszę, ale trudno. Kto nie ryzykuje, nie pija szampana 😉
    A pierwsza morska sukienka jest prześliczna! Jak ma leżeć w pudle to chętnie ją przygarnę 😉

  7. Wydaje mi się, że ryzyko jest wpisane w szycie. Ja co jakiś czas lubię poeksperymentować. Bardzo lubię sprawdzone wykroje, kolory i materiały i wtedy szyję przeważnie hurtem kilka spódnic/sukienek/bluzek. Czasem jednak potrzebuję realizować artystyczną stronę swojej osoby:-).Takim właśnie przykładem jest moja ostatnia biała sukienka, całe szczęście jak dla mnie – projekt udany. Zdarzały mi się jednak też nietrafione uszytki, wyszłam poza strefę komfortu i zawiodłam się. Staram się jednak nie dołować tym i szyć dalej. Procentowo ujęłabym to mniej więcej tak: ok. 80% to sprawdzone wybory, ok. 20% to nowości, ryzyko:-). A Twoje nowe sukienki bardzo mi się podobają, pozdrawiam Cię serdecznie.

  8. Moim zdaniem sukienka kimono ładnie się układa, to ten wyrazisty (trochę agresywny?) wzór przytłacza i skutecznie odwraca uwagę od urody właścicielki. Bardziej stonowana tkanina byłaby super… Pozdrawiam!

  9. Jestem zdecydowaną zwolenniczką eksperymentów. Fakt, niektóre są totalną klapą, stratą czasu, pieniędzy no i nerwów. Do dziś gdzieś tam w kartonie leżakują moje nieudane projekty, które na samo wspomnienie wywołuja ciarki na plecach. Zdarzało mi się nie raz i nie dwa i przekląć i uronić łzę podczas takiego szycia, ale porażki są naturalnie wpisane w eksperymentowanie, smakowanie, testowanie. Nie wyobrażam sobie bez nich szycia i życia. To właśnie one rozszerzaja nasze horyzonty, rozwijają, uczą, pomagają wydobyć z nas ukryte głęboko talenty. A że czasem się nie uda?! No cóż – trudno 🙂
    Twoja turkusowa sukienka wygląda uroczo – kolor, groszki, fason – super. Co do drugiego modelu – osobiscie nie przepadam za tak dużymi motywami, ale sam fason wygląda zachęcająco, więc może nie warto się poddawać?! Pozdrawiam słonecznie.

  10. Moim zdaniem, oba eksperymenty są udane, ale oczywiście Ty sama czujesz najlepiej, w czym lubisz chodzić. Zwłaszcza kimono ma potencjał. Faktycznie, bardziej eksponuje samą sukienkę niż Ciebie (a większość Twoich ulubionych projektów to piękna rama podkreślająca osobę), ale czasami to może być zaletą. Spróbuj może z innymi butami, na inne okazje niż wcześniej zakładałaś… A może warto podzielić tę sukienkę na bluzkę i spódnicę, po czym nosić ze stonowaną spódnicą/bluzką?
    Eksperymentować warto. Zgadzam się z jedną z przedmówczyń, że 80 proc. pewniaków i 20 proc. eksperymentów to dobra proporcja. Dzięki temu można odkryć, że strefa komfortu jest szersza niż się wcześniej wydawało 🙂

    • Na wasz odbiór kimona może wpływa to, że byłam tego dnia prawie nie wymalowana, nie wy-fryzurowana, blada w porównaniu do sukienki 🙂 Ostatnio faktycznie szłam wyłącznie w stonowane formy, które mnie nie przytłaczają. Kwiaty to właśnie printowy eksperyment….

  11. Co do obu Twoich eksperymentów – groszki wydają mi się takie ” prawie Twoje” . Może dlatego, że dół przypomina mi Twoją tak lubianą spódnicę z karczkiem ołówkowym i dołem z koła? Góra nieco koszulowa, coś innego , ale moim zdaniem dobrze Ci w niej. Mówię to jako postronna osoba oczywiście 🙂 Z tymi dużymi kwiatami, to rzeczywiście bym się zastanowiła… przyćmiewają bowiem Twoją urodę.

    Ja eksperymenty lubię. Nagromadziłam już co prawda kilka wykrojów które leżą mi świetnie i równie świetnie się w nich czuję. Gdy jednak przychodzi do szycia kolejnej sukienki, zamiast iść w pewniaki – podejmuję wyzwania z nowymi modelami. Ta nutka niepewności jak będzie na mnie leżał zupełnie nowy model powoduje niezapomnianą adrenalinę i nadaje całemu szyciu sens 🙂

    Sposób o którym pisała Kasia , by najpierw przymierzyć coś podobnego w sklepie do tego co chcemy uszyć – świetny. Zawsze chodziłam do sklepów popodglądać jak coś jest uszyte i powykańczanie. Nie mierzyłam. Ale chyba zacznę 🙂 Marzy mi się kombinezon z długimi nogawkami, letni. Ale nie mam pojęcia jak w nim będę wyglądać. Cóż – chyba wybiorę się na zakupy, ale… bynajmniej nie po to by cokolwiek kupić ! 😉

    • Model groszkowy tez wydaje mi się mój, tylko ten kolor mnie denerwuje. Całość jest za bardzo retro. Moja siostra się śmiała, że wyglądam jak z reklamy „Kobiety na traktory” 🙂

      Co do adrenaliny, to chyba dlatego tyle nowości szyję. Ta nutka niepewności 🙂 Dobrze to ujęłaś!

      • A może wystarczyłoby się pozbyć rękawków i kołnierzyka jako elementów ugrzeczniających, dać tylko stójkę (może z innego materiału, żeby oddzielić groszki od twarzy)? Ogólnie ten model jest jakiś przeładowany, wykrój przewiduje kieszenie i na górze, i na dole, jak dla mnie za dużo atrakcji;)

  12. Od czasu kiedy kilka moich uszytków trafiło do pudła – w tym, o zgrozo, wypieszczony żakiet! – do eksperymentowania podchodzę pragmatycznie: mierzę w sklepie fason który „za mną chodzi”. Jak mi pasuje to szyję.

  13. Co do eksperymentów, to ja zakupiłam resztki potwornie sztucznych tkanin za grosze i z nich szyję pierwowzory, ponieważ jestem początkującą szyjącą to bardzo mi to ułatwia życie i poszukiwanie modeli w których dobrze będę wyglądała. Na razie większość tych pierwowzorów ląduje w koszu a mi nie żal kasy, bo niewiele to mnie kosztowało, pracy, bo ograniczam szycie do minimum [nie zabezpieczam szwów, nie podkładam i nie lamuje], a sporo trenuję [szycie zaszewek, wszywanie rękawów, czy zamków].
    Wracając do Twoich nieudanych eksperymentów, to pierwszy bardzo mi się podoba, ta sukienka jest taka trochę retro i jak dla mnie wyglądasz w niej dobrze.
    Czy możesz podać jaki to wykrój?
    Pozdrawiam,
    Iwa

  14. Przykro mi, że się rozczarowałaś, dla mnie osoby początkującej to bardzo cenne uwagi. Szyj sprawdzone fasony, w których dobrze się czujesz i pięknie wyglądasz. A patrząc na Twoje wszystkie uszytki to w każdej z prezentowanej sukience wyglądasz świetnie! Ja uwielbiam ołówkowe spódnice i proste sukienki, ale nie mogę ich włożyć, bo wyglądam w nich koszmarnie. Muszę chodzić w rozkloszowanych, których szczerze nie lubię, ale wyglądam o niebo lepiej i mogę wyjść do ludzi nie strasząc 🙂 Uwielbiam Twoją czerwoną sukienkę z dekoltem w serduszko, marzę o takiej (tzn. góra serduszko dół rozkloszowany) ale to jeszcze nie ten etap dla mnie, szyję dopiero od 2 tygodni 😦 Serdecznie pozdrawiam!

      • Właśnie od Ciebie odgapiłam dokładnie ten „zestaw” 🙂 ale sądzę, że w przyszłości spróbuję też wersję prostą – oryginalną. A co mi szkodzi, prześcieradeł mam pod dostatkiem na razie 🙂 Nie mogę się doczekać kolejnych postów, zwłaszcza nowych sukienek 🙂 Bardzo pięknie szyjesz. Jestem pod wrażeniem! Masz talent! To mi daje nadzieję, że może i ja się nauczę. Ja akurat nie mam talentu, ale dużo cierpliwości 🙂 Na razie to nie mogę sobie poradzić z prostą sukienką z ostatniej burdy 🙂 pozdrawiam!

  15. Wywołałaś istną burzę swoim ostatnim wpisem. Myślę podobnie. Mamy określone „parametry” i to one powinny być punktem wyjścia dla naszych wyborów fasonów ubrań. Ja jestem niska i drobna. Dlatego najlepiej wyglądam i czuję się w sukienkach i spódnicach prostych, wąskich i jednokolorowych lub w drobny wzór. Mam też swoje kolory, o których wiem, że zawsze „zrobią” dobre tło dla mojej karnacji. To potwierdzają też znajomi, którzy mówią „doskonale dziś wyglądasz”, gdy jestem ubrana w prostą sukienkę w twarzowym kolorze. Podobnie jest z bluzkami, muszą być proste i minimalistyczne. W pracy też tak jest mi najwygodniej.
    Czasami podglądam znane i sławne panie. Moje „wzorce” to: Anna Wintour i Królowa Hiszpanii Letizia. Może dlatego, że też są drobne i raczej niskie. One także nie „szaleją” z ubiorem. Wręcz można uznać je za nudne, a uchodzą za ikony stylu. Fasony ich sukienek (i nie tylko) są niemal identyczne, różnią się tylko od siebie tkaniną, kolorem lub szczegółami wykończenia. Mimo to ciągle zwracają uwagę wielością pomysłów na wydaje się taką samą rzecz. One wiedzą w czym jest im najlepiej i co sprawdzi się w sytuacjach w jakich bywają.
    Ty już wcześniej pisałaś w jednym z postów o tym, że garderobę trzeba dopasować do naszych atrybutów i sytuacji w których bywamy; praca (jej charakter), dom, odpoczynek. I powiem Ci Aniu szczerze, że Ty też jesteś dla mnie takim „wzorcem”, bo to co prezentujesz to właśnie wypracowane i sprawdzone w rożnych sytuacjach modele pasujące do Twojej Osoby i upodobań.
    Pozdrawiam. Ewa.

  16. Pingback: Bulwary wiślane | pracownia

  17. Pingback: Koszt eksperymentów krawieckich: ile sukienek to sukcesy, a ile porażki? | pracownia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s