KRAWIECKIE MOTYWACJE

Wielo-szyciowość, czyli o tym dlaczego zaczynam, a nie kończę?

ikona wieloszyciowośćO NIEDOSZYWANIU 

W idealnym świecie zaczynam szyć ubranie, dopieszczam je i kończę jednym ciągiem. W życiu niestety nie jest tak prosto. Nagminnie zaczynam sukienki czy płaszcze, a potem medytuje nad nimi przez tygodnie. W między czasie niektóre lądują w pudle na przeczekanie, inne uda mi się skończyć, a przypadki beznadziejne wyrzucam. Mam obecnie zaczęty kanarkowy płaszcz bez podszewki, haftowaną sukienkę bez zamka, białą sukienkę bez rękawów. Do kolekcji dołączyła ostatnio granatowa letnia sukienka i była już tą kroplą, która przelała czarę goryczy. Dlaczego zaczynam, a nie kończę? I co z tym fantem zrobić? Czy szycie wielu ubrań na raz jest ok? Czy wieloszyciowość się sprawdza?

To nie moja wina 😉

Mój składzik niedokończonych ubrań rośnie, a ja nie wiem dlaczego? Stop. Wiem dlaczego! Coś jest nie tak z tymi ubraniami 🙂 Jeśli szyję i ogarniają mnie wątpliwości, widzę, że te godziny przy maszynie nie przełożą się na nowa rewelacyjna sukienkę, zwalniam, by po chwili popaść w totalny zastój.

Kanarkowy płaszcz zaczęłam szyć, gdy jeszcze było zimno i mogłabym go ubrać od razu po doszyciu ostatnich zatrzasków. Temperatury niestety wzrastały, a moje chęci kończenia płaszcza malały. Wiem, że i tak będę go nosić najwcześniej w październiku, więc po co się trudzić?

Podobne wymówki mam co do innych rozpoczętych sukienek. Biała jest za biała. W sklepie wydawała się ciepło-kremowa, a w domu odkryłam, że ma zimny odcień. Pasuje tylko do bardzo opalonej skóry- jeszcze nie mojej. Koronkowa wyszła nie tak jak planowałam , a przy trudnej, cienkiej wiskozowej po prostu się zmęczyłam.

Ubrania, które już na etapie łączenia elementów budzą wątpliwości, szyję jak za karę. Podejrzewam, że nie spełnią moich oczekiwań, albo będę musiała czekać miesiące, by ponosić efekty swojej pracy. To wszytko podcina skrzydła i sprawia, że niedokończone ubrania lądują w pudle. Tylko ile maja tam zostać?

wieloszyciowość 3Kwestia uczuć

Mam bardzo  mieszane uczucia dotyczące zmuszania się do szycia. W końcu to moje hobby. Ma być relaksem i sposobem na oderwanie od codziennych obowiązków. Szycie ma mi sprawiać przyjemność i dawać satysfakcję. Jednym słowem powinno wiązać się z samymi przyjemnymi emocjami.

Jestem hobbystka, a nie krawcową. Nic nie muszę, terminy mnie nie gonią, a złe klientki nie wydzwaniają z pretensjami. Jako amatorka szyjąca dla siebie nie mam nad głową bata- szyję gdy chcę, przerywam, gdy mi coś się nie podoba, wracam, gdy mam na to ochotę.

Mogłabym właściwie skończyć tu swój wpis, ale …. sumienie mnie gryzie.

Staromodna dyscyplina

Porządnisia w mojej głowie nie pozwala mi przejść do porządku dziennego nad faktem, że do kartonu wrzucam coraz to kolejne zaczęte ubrania. Za każdym razem, gdy go znowu otwieram, rodzi się we mnie niesmak. Mam poczucie że stałam się jedną z tych osób, które od razu się poddają. Chciałabym chociaż wierzyć, że mam w sobie tyle samodyscypliny, by kończyć to co zaczęłam.

Zawziętość pchała mnie do dokończenia innych sukienek, dla których nie widziałam nadziei. Wracam do

https://pracowniastroju.com/2013/07/08/summer-in-the-city/

sukienki, której nie chciało mi się zdejmować z menekinu przez kilka tygodniu, bo uważałam, że jest brzydka i nic z niej nie będzie. W końcu zmobilizowałam się i ta, a nie dziesiątki innych przetrwała w mojej szafie do dziś. Uczucia są czasem mylące.

wieloszyciowość pudłoOsobista granica

Stojąc w rozdarciu między przyjemnością szycia, a dyscypliną kończenia uszytków, staram się znaleźć złoty środek.

Po pierwsze ograniczam liczbę rozpoczętych projektów. Cztery to moje maksimum. Gdy osiągnę tą krytyczną liczbę, zaprzestaje kupowania nowych tkanin i szycia nowych ubrań. Chcę, czy nie chcę, muszę dokończyć to co mam. Takie ograniczanie mnie bardzo boli, ale wiem, że gdy tylko wybiorę się na zakupy materiałowe i wrócę z nowymi łupami, zacznę marzyc o nowych, a nie powrocie do starych projektów.

Do zakazu zakupów dorzucam na osłodę myśl, że może coś ładnego z niedoszytków jeszcze będzie. Wyciągam z pudła najbardziej rokujący egzemplarz, umieszczam na manekinie i dumam. Czasem małe modyfikacje zmieniają charakter ubrania. Rozważam, czy mogę jakoś ulepszyć sukienkę, tak by mi się bardziej podobała. Długie debatowanie doprowadziło mnie do wymyślenia czarnego paska we wcześniej wspomnianej sukience

https://pracowniastroju.com/2013/07/08/summer-in-the-city/

Ten drobiazg zmienił wszytko. Materiał na pasek pochodził z jakieś podszewki, ale wizualnie pasował do materiału sukienki. Uratował kreacje.

wieloszyciowość 2Koniec gadania, zabieram się do działania

Naprawdę chciałabym, by szycie szło mi jak z płatka. Siadam, szyję, noszę to nie zawsze schemat, który uda mi się powielić. Często siadam, szyję, odkładam, wyciągam, dumam, dumam, dumam i wreszcie albo noszę albo wyrzucam. Pozwalam sobie na wieloszyciowość: szycie wielu ubrań na raz, ale staram się by niedosztyki nie przekraczały przyzwoitej granicy. Gdy jest ich za dużo, przestaje kupować tkaniny. To ograniczenie, które mnie osobiście najbardziej boli, ale też najbardziej mobilizuje.

W duchu mobilizacji i zachęty kończę swój wpis. Dajcie znać jak wygląda to u Was. Zaczynacie i kończycie? Jakie macie sposoby na powrót do rozpoczętych ubrań?

Advertisements

32 thoughts on “Wielo-szyciowość, czyli o tym dlaczego zaczynam, a nie kończę?

  1. Zaczynam i kończę. Nie potrafię inaczej, choć nie mówię, że nie zdarzają się jakieś wyjątki :). Ale to naprawdę wyjątki. Do tej pory porzuciłam tylko jedną rzecz, ale ciągle z zamiarem reanimacji.

  2. Ja porzucam, magazynuje w różowym pudle, ale tylko projekty w które jeszcze wierzę 🙂 , albo te z których chcę „odzyskać” tkaninę. Mam taką marynarkę sprzed roku i wiem, że do niej dojrzeję, skończę. Porzucam z dwóch powodów, bo projekt mnie przerósł lub bo stracił na aktualności (nagła zmiana pory roku ;). Mam też kilka wieszaków w szafie, na których wiszą rzeczy prawie skończone lub takie do łatwej przeróbki, na które przyjdzie pora pod wpływem potrzeby. Wtedy skończę bardzo szybko. Pocieszające jest to, że w ostatnich miesiącach prawie nie porzucałam projektów, to chyba znaczy, że moje wybory są coraz rozsądniejsze 😉

    Czarna tkanina w kwiaty wygląda obłędnie, kończ to koniecznie!

  3. A ja mam dokładnie tak samo jak Ty, Aniu. Az wstyd się przyznać! Często nie jest to uwarunkowane przeze mnie ale przez moich klientów – szyję dla siebie i dla zleceniodawcow i czasem ta granica między szyciem zawodowym a szyciem hobbym się zaciera. No i zauważyłam że ubrania które szyję dla kogoś zawsze lepiej wygląda niż te szyte dla mnie – nieważne czy szylam dla poważnego klienta czy dla kogoś z rodziny. Poza tym to tez kwestia doboru wykroju – nie umiem obiektywnie ocenić który wykroju będzie dla mnie dobry i zaczęty uszytek najczęściej po przymiarce i ewentyalnych korektach z tego powodu ładuje w pudle do dokończenia. Dziwne to jest bo osoby które przychodzą do mnie z zamiarem usxycia czegoś zazwyczaj są zadowolone, powtarzają mi ze potrafię dobrze doradzić w kwestii fasonu czy tkaniny. Tak więc pudło się zapelnia 🙂 czasem się tłumacze ze nie warto reanimowac trupa i na sile coś poprawiać. Życzę wytrwałości i pozdrawiam 🙂

    • Myślę, że łatwiej jest doradzić komuś, niż obiektywnie na siebie spojrzeć. U obcych od razu widzisz wady zalety, odcień skóry i sylwetkę. Siebie potrafimy oszukać, przekombinować. W każdym razie ja tez życzę wytrwałości w zaglądaniu do pudła niedoszytków 🙂

  4. Przed tym, aby szyć kilka rzeczy na raz, skutecznie hamuje mnie…lenistwo, mianowicie nie cierpię zmiany nici w overlocku, w zwykłej maszynie zresztą też…Wiem, może to brzmieć wręcz zabawnie, ale dzięki temu po prostu nie zaczynam niczego innego, póki nie skończę tego, co akurat szyję. No, chyba że faktycznie jakiś uszytek ewidentnie nie idzie, wtedy odkładam, a nuż pojawi się jakiś inny pomysł, co zresztą się sprawdza 🙂

    • Drogie Panie, mam ten sam problem. Nie szyję kilku rzeczy na raz, bo nie lubię zmieniać igieł i nici. Czasem coś mi nie wychodzi i przerywam szycie, bo w przeciwnym razie będę potem pruć i pluć sobie w brodę. I dopiero potrzeba jakiejś poprawki (skrócenie, zwężenie) ubrań dla chłopców „zmusza” mnie do dokończenia wcześniejszego projektu 🙂

  5. A ja mam całkowicie na odwrót, nawet najgorszą rzecz, którą szyję i już widzę od razu, że ani nie ten fason ani nie kolor ani nic, to tak czy siak ją kończę. A co najlepsze w tym wszystkim, to to, że jednak część z tych rzeczy później nie dość, że noszę nawet całkiem często, to jeszcze mi się po prostu podobają 🙂 Ale ja dość krótko bawię się w szycie, więc może jeszcze nie nastąpiło takie apogeum, oby! Poza tym mój charakter taki jest we wszystkim, że lepiej coś skończyć i mieć gotowe (mimo że nie idealne), niż żeby mi zalegało jako do dokończenia. Na samym, samiuteńkim początku przygody z szyciem myślałam, że tak będzie właśnie, bo za co się nie wzięłam, to lądowało niestety do dokończenia kiedyś albo co gorsze przeróbki.
    Ja tam uważam, że hobby to hobby i się za bardzo nie lubię ograniczać 🙂

  6. A ja jakiś czas temu miałam dokładnie tak samo, aż do momentu kiedy powiedziałam sobie dość i teraz jak zaczynam coś szyć to nie zabieram się za nic innego dopóki tego nie skończę. Przez co aktualnie w dalszym ciągu szyje płaszcz a już prawie lato mamy:)
    Jednak dzięki temu mam o jedno pudełko mniej.

  7. Z kończeniem w zasadzie nie mam problemów. Tylko jedna rzecz mi zalega – szydełkowa spódnica, do której już 1,5 roku nie mogę dobrać odpowiedniej podszewki. Mam za to problem z zaczynaniem. Gdy kupuję materiał od razu widzę uszytą z niego rzecz. I tak leżą na półce nigdy nie uszyte „bluzki”, „spódnice” i „sukienki”.

  8. mam bardzo dużo rzeczy niedokończonych, do przeróbki,na potem i chyba muszę postawić sobie taką granicę jak Ty – cztery niedokończone rzeczy zmuszają do zaprzestania kupowania nowych materiałów i rozpoczynania nowych projektów 🙂 Tylko jak sobie poradzić z pomysłami na nowe ubrania kotłujące się w głowie? 🙂

  9. U mnie niestety też pudło puchnie od zaczętych i od tych co zamierzam przerobić. Fakt sporo jest tam dla mojego brzdąca. Na blogu w roboczych mam wpis: „najdłużej szyta spódnica ever” i chyba pora ją skończyć i wpis opublikować. Zaczęłam ją szyć sporo przed ciążą a dziecko ma już półtora roku! Przypomina mi się o niej latem gdy potrzebuję jasnej spódniczki. Nie jest ani trudna, ani brzydka, fason też chyba ok ale jakoś ciągle nie mam czasu żeby podwinąć dół. Szczęśliwie rozmiar wiele mi się nie zmienił od tego czasu.

  10. Ja również szyję często kilka rzeczy jednocześnie, jednak przeważnie je kończę. Mam problem tylko z jednym płaszczem, który czeka skrojony w reklamówce. Zaczęłam nawet już go szyć, ale w pewnym momencie odpuściłam i nie mogę się za niego ponownie zabrać. Wiem dlaczego tak się dzieje- to póki co najtrudniejsza chyba rzecz jaką szyję i boję się, że nie sprostam:-). Mam jednak nadzieję, że w końcu się odważę. Pozdrawiam.

  11. Pingback: Co robię, gdy nie szyję? O ogrodnictwie balkonowym :) | pracownia

  12. Coś w tym jest 🙂 Mam właśnie dwie spódnice, które miały być hitem w mojej szafie, a leżą już 2 miesiące i czekają na wykończenie. Podczas ostatecznych przymiarek okazało się, że nie są takie super jak planowałam i moje chęci opadły. Jestem pewna, że ograniczanie się do maksymalnie 4 niedokończonych uszytków to bardzo dobry pomysł. Muszę dokończyć swoje i dopiero zabrać się za kolejne projekty.

  13. Przeczytałam wszystkie umieszczone komentarze do tej pory i muszę napisać, że kamień spadł mi z serca. Gdy czytam blogi krawieckie, zawsze mam wrażenie, że autorki są „poukładane” w swoim szyciu i że ja jestem jakimś ciężkim przypadkiem. Zaczynam szyć kilka rzeczy naraz, bo się na coś tak napalę, że nie mogę się powstrzymać. Jednocześnie rozpoczęta rzecz na którą byłam napalona może mnie szybko zniechęcić, bo dojdę do jakiegoś etapu za którym nie przepadam. Przyznam się, że nie lubię zmieniać stopki w maszynie. Zdarzyło mi się, że zmieniłam ścieg, a stopkę zapomniałam i usłyszałam nie miły zgrzyt. Dlatego teraz najpierw wszystkie części obszywam ściegiem overlokowym, ale to takie nudne… Nie lubię tego i to jest pierwszy powód do porzucenia jakiegoś projektu. Tak jak poprzedniczki nie lubię zmieniać koloru nici. I przestałam liczyć ilość nie dokończonych projektów w pudle. Zaczęło mnie to przerastać i nic już tam nie wkładam. Teraz mam zasadę, że mam tyle nie dokończonych projektów, ile mogę zmieścić na biurku podczas szycia. Nie będę miała miejsca, nie będę mogła szyć, więc ogranicza mnie to do szycia dwóch rzeczy na raz. Na razie działa, sprawdza się 🙂

  14. Szkoda , że ja też to znam. Ale właśnie myślę nad wykorzystaniem „pozostałości” które leżą juz dłuższy czas na coś innego np. Sowy które właśnie zaczęłam tworzyć i naprawdę kończę. Ciekawe jak długo jeszcze będę się nimi fascynowała ! Magazynowaniu mowie NIE. To trochę jak z ubraniami które leżą u nas w szafach zupełnie nie potrzebnie. Mama zawsze mówiła…jak przez rok nie założyłam to i tak już nie włożysz. Dziś wim , że coś w tym jest 🙂

  15. Dzięki wielkie za ten wpis! W chwilach zwątpienia mam wrażenie że to brak moich umiejętności nie pozwala mi dokończyć rozpoczętego projektu. Co mnie strasznie demotywuje, jednakże są rzeczy które wychodzą, czyli sytuacja nie jest beznadziejna. Również sobie obiecuje dość materiałów, nie ma tego gdzie trzymać… Zwłaszcza, że znam miejsce gdzie materiały są dobre jakościowo i przede wszystkim tanie! Obecnie porwałam się z motyką na słońce 🙂 może nie obiecałam, ale powiedziałam, że się postaram uszyć sukienkę, nawet dwie przed świętami… A dla siebie.. skończyć płaszcz, który patrzy na mnie z manekina i prosi bym go skończyła 🙂 Swoją drogą fajnie byłoby zorganizować wspólne warsztaty o naszych bardziej lub mniej feralnych uszytkach. Dzielić się wrażeniami, pomysłami na ich wykończenie. Pozdrawiam i życzę motywacji do zmniejszenia zawartości ów pudła. 🙂 Agnieszka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s