Wykrój / ŁATWE POCZĄTKI

Ile wykrojów potrzeba Ci do szczęścia?

IKONA Ile Burda potrzebujeszSELEKCJA WYKROJÓW

Japońskie porządki nie ominęły mojego składzika z wykrojami Burdy. A było tego sporo, bo gdy tylko nauczyłam się ich używać, zaczęłam pobożnie nabywać każdy nowy numer i skupywać archiwalne z allegro. Bardzo szybko zgromadziłam całkiem poważną kolekcję, która zajmowała dużo miejsca. Nie mówiąc o czasie, który zajmowało mi przewertowanie wszystkich w poszukiwaniu nowego fajnego modelu sukienki. Porządki i selekcja zmusiły mnie do zastanowienia się: Ile tak naprawdę wykrojów jest mi potrzebne do szczęścia? Czy muszę mieć każdy numer Burdy?

3 ile Burda potrzebujesz CAŁA PRAWDA O NUMERACH

Moje stare, a nawet bardzo archiwalne numery niezmiennie potwierdzają znana prawdę: Moda się powtarza. To co było modne w wydaniu z 1995 z powodzeniem można zastosować i dziś. Szyjąc, łatwo jest pominąć jakieś charakterystyczne dla epoki detale, które nam nie odpowiadają. Po usunięciu bufiastych rękawów, wydłużeniu mini czy usunięciu falbaniastych kołnierzyków, mamy wykrój nowoczesny. Sama korzystam ze swoich archiwalnych Burd, więc kryterium „starości” na pewno nie jest przydatne przy selekcji wykrojów. Co zatem jest?

NUMER DEDYKOWANY STYLOWI

Zauważyłam, że najczęściej korzystam z 2-4 egzemplarzy magazynu Burda. Te same ciągle wpadają w moje ręce i są poklejone kolorowymi karteczkami zaznaczającymi super wykrój. Dlaczego tak się dzieje? Numery magazynu są najczęściej tematyczne. Dedykowane jakiemuś konkretnemu stylowi, nawiązaniu do mody ubiegłych lat, sukienkom weselnym czy powrocie do szkoły. Jeśli tylko znajdziecie taki, który Wam odpowiada, można na nim przeszyć całe życie 🙂 Pokazywałam Wam jak eksploatuję tylko jeden model sukienki: https://pracowniastroju.com/2014/06/23/jeden-wykroj-wiele-mozliwosci/ czy https://pracowniastroju.com/2014/07/21/perfect-match/. Wyobraźcie sobie ile można zrobić z całym numerem ubrań w waszym stylu.

2 ile Burd potrzebujeszGUST SIĘ NIE ZMIENIA

Przeglądając moje stosy i zastanawiając się które wyeliminować, ze zdumnieniem odkryłam, że gust mi się nie zmienia. Ciągle podobają mi się te same wykroje, rozwiązania krawieckie, co 4-5 lat temu. Może kiedyś szyłam bez podszewek i z innych materiałów, ale zamysł pozostał ten sam. Po tym odkryciu kryterium gustu stało się moją wyrocznią. Zachowałam tylko te egzemplarze, w których jest choć jeden rewelacyjny model. Taki, który chciałabym dziś zrealizować. Pożegnałam się z mrzonkami, że może kiedyś zaakceptuje sukienki i płaszcze baryłki lub spodnie dzwony. Nawet jeśli najdzie mnie ochota na uszycie ubrań, których normalnie nie lubię, to zawsze mogę dokupić wykrój. Póki co nie chcę zagracać swojej przestrzeni niepotrzebnymi i nielubianymi gazetami.

JUŻ NIE KUPUJĘ

Zasadą natychmiastowego TAK kierują się również, przy przeglądaniu najnowszych numerów magazynów z wykrojami. Jeśli przeglądam w Empiku nową Burdę i nic mi się w niej nie podoba, nie kupuję. Teraz wydaje się mi to logiczne, ale przez wiele miesięcy, nawet lat, bałam się, że może coś przegapię, nie kupując egzemplarza, albo coś mi się później spodoba. Koniec. Teraz w moim domu jest miejsce tylko na perełki.

1 ile Burd potrzebujeszTO ILE WYKROJÓW POTRZEBUJĘ???

Niewielu. Jeśli szyjesz na swój użytek, to miej tylko te, które bardzo Ci się podobają. Jest wielka szansa, że jak ja, będziesz w nieskończoność eksploatować jeden, czy dwa modele. Reszty możesz się pozbyć. Nawet jeśli znienawidzone dzwony będą jeszcze modne, to ty i tak zrobisz wszytko by ich nie szyć i nie nosić. Zachowuj tylko te numery Burdy czy innych gazet z wykrojami, które mają w sobie rewelacyjne dla Ciebie modele.

 

To moja filozofia w pigułce 🙂 A jakie Wy macie pomysły na przechowywanie i selekcjonowanie magazynów z wykrojami? Jakie techniki stosujecie, gdy Burda przestają się mieścić w szafkach?

 

Czekam na Wasze pomysły i sprawdzone patenty.

 

Pozdrawiam

Ania

Reklamy

36 thoughts on “Ile wykrojów potrzeba Ci do szczęścia?

  1. Chetnie tez podepne sie pod temat, bo sama padlam ofiara swojego zbieractwa.. Mam ponad 10 lat prenumeraty, postanowilam przegladnac numery i odsiac te, do ktorych nie wroce i … Idzie mi ciezko, niemal w kazdym numerze jest cos, co moze mi sie przydac 😉 postanowilam zrobic pierwsza selekcje, zobaczyc, ile mi zostanie numerow i ewentualnie z bolem serca zrobic druga… Im mniej gazet, tym paradoksalnie wiecej czasu na wybor i szycie…

      • Weryfikuje to, co napisalam wczesniej- usiadlam przy stole z zamiarem przegladniecia i wyprzedania niepotrzebnych Burd. Obok mnie usiadly moje dwie male cory, chwycily za gazety i zaczely tez je przegladac okraszajac lekture roznymi komentarzami. Spojrzalam na nie i zaczelam miec w glowie burze mysli i naszla mnie refleksja, niby dlaczego mam te gazety wyrzucic/ wyprzedac? Jak te gazety je interesuja, bawi przegladanie, wybieranie… To, co stwierdzilam, ze jest dla mnie na razie malo intersujace skonczylo w kartonie i zostanie wyniesione do piwnicy, reszta ( ok. 70 egzemplarzy) zalegnie na polce w pokoju i tyle 🙂

  2. Witaj Aniu. Ja również mam manię kolekcjonowania. Dzisiaj byłam w Ikeii aby zakupić segregatory ,żeby było gdzie trzymać Burdy i inne gazety z wykrojami.
    Po przeczytaniu Twojego posta stwierdziłam , ze muszę podjąć radykalne zmiany. Zrobię przegląd i sama jestem ciekawa ile z gazet odlożę do kartona z napisem ”nic ciekawego dla mnie”

  3. Kupuję coraz mniej czasopism z wykrojami. Musi być coś, czego poszukuję, są takie wykroje, które bym chciała, a nie mam. Zresztą, szyję coraz mniej. Przeglądam w necie zapowiedzi Burdy i wiem, czy szukać w sklepie. Raczej nie, bo nic ciekawego od dawna nie było.
    Styl mi się jednak zmienia. Ostatnio po kontakcie ze stylistką; mam nadzieję, że to już na stałe.
    Gust też nie taki sam. Zdarzało mi się też, że jakiejś Burdy nie kupiłam, a potem żałowałam, bo coś się zaczęło podobać.
    Też wolę stare wypróbowane wykroje eksploatować. Ciuchy i tak nie wychodzą identyczne.

      • W sumie duża. Tzn. przez większość życia nie miałam jakiegoś stylu, a niedawno zaczęłam się tym interesować i uznałam, że klasyczny będzie mój, że pasuje mi do osobowości, pracy. Kupiłam część garderoby już w tym stylu. Okazało się, że to był pomysł najgorszy z możliwych. Teraz kupiłam parę nowych bluzek, nie mam możliwości wymiany całej garderoby. Próbuję też innych połączeń tego, co mam. W miarę zużywania się rzeczy będę już kupować odpowiednie kroje i wzory. Wiele z zakupionych materiałów się też okazała nieodpowiednia – nie te wzory lub gatunki tkanin. Jakieś dwa lata temu zrobiłam analizę kolorystyczną i już od tego czasu część rzeczy poszła w świat, ale tkaniny też jeszcze pozostały. Próbowałam parę sprzedać, ale kiepsko to idzie.

  4. Aniu,
    idziesz jak burza z porządkami. Aż zazdroszczę energii z jaką podchodzisz do kolejnych obszarów i porządkowania ich. 🙂 Po dwóch latach szycia mam już dwie porządne półki Burd (nowych i archiwalnych, wybranych ze względu na piękne wykroje) oraz trwającą prenumeratę do końca roku. Coraz bardziej nabieram przekonania, że nie będę jej przedłużać, bo mając pewną kolekcję Burd brak wykroju jest ostatnim powodem dla którego nie mogę czegoś uszyć. Istnieje coś takiego jak paradoks zadużego wyboru i nie chcę sobie go fundować, bo może działaś bardzo paraliżująco. 🙂 Pozdrawiam i podziwiam. Inspirujesz mnie bardzo do podejmowania porządków wedle Magii sprzątania. 🙂

  5. Też się podepne bo u mnie niestety jest odwrotnie. Kilka lat temu padłam ofiarą segregacji. Zrobiłam przegląd, wyrzuciłam, zostawiłam nieliczne, sprawdzone, niezbędne. I nagle okazało się, że muszę mieć to co wyrzuciłam. Gust mi się nie zmienił, figura też nie. A jednak coś przegapiłam, jakieś fajne rozwiązanie, zakładkę. Potem musiałam kupować to samo na po raz drugi na allegro.
    Nie idzcie ta drogą, lepiej spakować, wynieść do piwnicy, upchnąć w tapczanie…

  6. Ja z kolei usprawniłam szukanie wykrojów poprzez zakup segregatora, do którego wpinam ksero strony ze schematami wykrojów. Wpadłam na ten pomysł przywalona kilkudziesięcioma burdami i zmarnowaniu kilku godzin na poszukiwania (w międzyczasie znalazłam wiele innych, które mnie zainspirowały i zapomniałam czego szukam). Najpierw zanosiłam na ksero po jednym roczniku. Teraz robię to na bieżąco. Pierwsza kartka zawiera spis wszystkich posiadanych przeze mnie numerów, osobna tabelka to spis burd dla dzieci. Doczepiłam też kartkę ze spisem materiałów, które czekają na swoją wielką chwilę w szafie. Polecam to rozwiązanie. Kupuję każdą burdę, nawet jeśli nic w niej nie ma dla mnie ciekawego, ponieważ jako jedyna szyjąca w rodzinie zdominowanej przez kobiety mam zamówienia na różne okazje, figury i style. Pozdrawiam serdecznie.

    • Przyjęłam bardzo podobny system odnalezienia się w liczbie burd i oczekujących na szycie materiałów. Też zrobiłam spis tkanin wg rodzajów, kolorów itp., dodatkowo segregator ze schematami wykrojów z poszczególnych numerów, na których zaznaczam te godne uwagi. Ok. 10 lat temu zrobiłam taki porządek z wyrzucaniem niepotrzebnych numerów i niestety niektórych decyzji żałowałam później 🙂 Od tej pory nie wyrzucam. Staram się kupować tylko te interesujące, ale i tak zdarza się, że przegapię ciekawy wykrój i muszę dokupować. Ale zanim na allegro, najpierw szukam w magazynie nr archiwalnych w wydawnictwie. Może gust przez lata jakoś specjalnie u mnie się nie zmienia, ale upodobania co do jakichś szczegółów już tak i wtedy wertuję wszystkie schematy wykrojów w poszukiwaniu konkretnego albo zbliżonego wykroju. Pozdrawiam 🙂

  7. Ja zrobiłam to inaczej. Z każdego numeru (gromadziłam je od 20-tu lat) wybrałam te modele, które nadal chcę szyć. Zostawiłam wkładki z wykrojami i strony ilustrujące i opisujące wybrane modele. Jestem osobą niską do 160cm i dlatego zostawiłam w całości jedynie wszystkie posiadane numery burdy dla niskich pań. Są to tak uniwersalne wykroje, że doskonale mi służą do przygotowania bardziej wspólczesnych modeli. Na półce z burdami uwolniło się 75% miejsca. Myślę, że po kilku czy kilkunastu latach wszystkie przechodzimy ten etap porządkowania zasobów i bardziej przemyślanych zakupów. Może dlatego, że juz wiemy co jest dla nas dobre.
    Pozdrawiam.
    Ewa.

  8. Mam kilka ulubionych wykrojów, które eksploatuję i które świetnie się sprawdzają dla moich potrzeb. Zawsze ze zdumieniem oglądam na stronie burdy uszyte rzeczy z najnowszych numerów.To wręcz wyścig. I zastanawiam się po co paniom tyle ubrań! Dla mnie umiar przede wszystkim, również w posiadaniu numerów Burd. „Magia sprzątania” potrafi zawładnąć i szafą i życiem :).

  9. Myślę, ze każdy ma swoje ulubione wykroje, do których wraca. Ale takie czystki, które wprowadziłaś nie są dla mnie. Ja z prenumeraty (całkiem świeżej) nie zamierzam rezygnować. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie wiadomo co będzie mi nagle potrzebne (własnie ostatnio poszukiwałam wykroju na ubranie do komunii dla syna – jak znalazł zeszłoroczna nieciekawa Burda:), a po drugie dlatego, że za stare nr Burdy na allegro często płaciłam po ok 40 zł za szt. Dwa takie nr to prawie cena prenumeraty rocznej:) Taniej wyrzucić niepotrzebny nr niż kupić stary;)

    • Obawa, że coś się przyda zawsze ciąży gdzieś nad głową. Rozumiem Twoje podejście, ale ja chyba wolę RAZ na komunię dziecka zapłacić 40 zł za Burdę z Allegro, niż trzymać kilka tuzinów zapasów. Dla mnie to za duży balast. Na prenumeratę się na pewno nie pisze, ale jakby coŚ mnie ominęło, zgłaszam się do Ciebie 🙂

      • Komunia to tylko przykład, takie sytuacje (te RAZY) zdarzają mi się znacznie częściej. Zauważyłam też, że projekty, które odrzuciłam na pierwszy rzut oka objawiają czasami swój potencjał przy trochę dłuższym zatrzymaniu się przy nich.
        Każdy ma swoją metodę na burdowe szczęście. Ja generalnie absolutnie nie jestem „chomikiem”, ale w moim słowniku nie ma takiego określenia jak „niepotrzebna Burda”:)

  10. „Burdoholiczką” jestem i ja… Gromadzę ją od 1998 r. Części pozbyłam się przy przeprowadzce do innego miasta… Potem znów lata gromadzenia… Część pt. „raczej tego nie uszyję” wylądowała w piwnicy, druga pn. „wymarzone, ale raczej nierealne ze względu na umiejętności i brak czasu” – w specjalnych pudłach na kółkach pod łóżkiem (będąc dzieckiem wkładałam pod poduszkę książkę, licząc na to, że wiedza w niej zawarta sama wejdzie mi do głowy;-) – coś mi z tego zostało). No a sprawdzone i najczęściej szyte modele przechowuję na półkach. Moim marzeniem jest pokój (pracownia), gdzie zmieści się moja krawiecka biblioteczka, poupychane obecnie gdzie się da tkaniny, dziesiątki kolorów nici i wszystkie urządzenia… Pragnienie raczej nie realne…, ale na szczęście marzenia nie bolą;-). W związku z tym, muszę głębiej przeanalizować, Twoje podejście do gromadzenia Aniu. Bardzo inspirujący wpis! Dziękuję za Twojego bloga!

    • Beata, Twoja wizja pokoju z Burdami jest bardzo romantyczna. To jak zbieranie unikalnych książek czy pocztówek. Rozumiem, dlaczego tak Cię pociąga ten pomysł. W sumie jeśli Burdoholizm sam w sobie jest hobby, czemu nie? Ja nie jestem zbieraczem. Duża ilość rzeczy sprawia, że czuję się przytłoczona. Moja ostra selekcja numerów podyktowana była potrzebą posiadania mniejszej ilości.

  11. Witam serdecznie!

    Chętnie odkupiłabym numery Burd, których poszukuję i które zawierają wykroje moich wymarzonych modeli

    Poszukuję Burd z lat 2004-2006 oraz Burd Szycie krok po kroku z lat 2008 i 2013.

    Niektóre z tych numerów widziałam na allegro, natomiast cena ok. 30 pln lub więcej za egzemplarz przekracza niestety moje mozliwości ;(

    Gdyby któraś z Was w ramach wiosennych porządków była zainteresowana sprzedażą niepotrzebnych Wam egzemplarzy, to będę wdzięczna za kontakt 😉

    Pozdrawiam
    Jola

  12. Witam serdecznie!

    Chętnie odkupiłabym numery Burd, których poszukuję i które zawierają wykroje moich wymarzonych modeli

    Poszukuję Burd z lat 2004-2006 oraz Burd Szycie krok po kroku z lat 2008 i 2013.

    Niektóre z tych numerów widziałam na allegro, natomiast cena ok. 30 pln lub więcej za egzemplarz przekracza niestety moje mozliwości ;(

    Gdyby któraś z Was w ramach wiosennych porządków była zainteresowana sprzedażą niepotrzebnych Wam egzemplarzy, to będę wdzięczna za kontakt😉

    Pozdrawiam
    Jola

  13. Ja mam całkiem sporą „kolekcję” Burdy, ale nie raz przekonałam się, że szyjąc dla ludzi nigdy nie wiadomo co się przyda. Problem ciągłego poszukiwania wykroju w Burdach rozwiązałam kserując strony z wykrojami i przechowując je w segregatorze. Gdy już coś wybiorę, to dopiero wtedy sięgam po gazetę i dokładnie przeglądam.

  14. U mnie w domu Burdy gromadzimy od 2005 r., tylko dość nieregularnie (na razie 2 pokaźne stosy). Od dziecka mam manię notorycznego przeglądania czasopism, więc większość numerów mam opanowane wzrokowo i mniej więcej wiem, co gdzie jest. I też mam kilka swoich ulubionych numerów, natomiast niektóre są jeszcze nietknięte, nawet z arkuszem wykrojów w środku. Mimo, że ostatnie 3 bluzki uszyłam i skonstruowałam sama, bez posiłkowania się wykrojami z Burdy, nie zamierzam robić czystek w czasopiśmie. Po pierwsze, służą za świetną inspirację. Kiedy nie wiem, co szyć, przeglądam Burdę (i Pinteresta też 😉 ) i zawsze coś ciekawego się napatoczy. A po drugie, zawsze znajdzie się jakiś ciekawy, skomplikowany model lub element wykroju, którego sama nie potrafiłabym skonstruować. A tak, dzięki Burdzie mam podgląd na wykrój, wiem, jak może wyglądać to, co chce zrealizować i jak powinnam rysować wykrój. No i zapomniałabym o trzecim powodzie – Burda to świetny kalejdoskop mijających mód, relacja bieżących trendów, po prostu genialne źródło dla osób interesujących się historią mody. Na tych fotografiach jest wszystko – ubrania, dodatki, fryzury, makijaż, zresztą sam sposób pozowania i fotografowania też wiele mówi o danej dekadzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s