KRAWIECKIE MOTYWACJE

Jak radzić sobie z porażką krawiecką?

lady vintage sewingZARZĄDZANIE PORAŻKĄ

Szyjąc trzeba liczyć się z porażką. Prędzej czy później ręce Ci opadną i będziesz miała ochotę trzasnąć żelazkiem o ścianę lub rozpłakać się z bezsilności. Na każdym etapie wtajemniczenia porażka znaczy co innego. To co ja uznaję za klapę teraz, dla kogoś z Was może być przesadą. Nie można stosować swoich miar do oceniania skali dramatu innego hobbysty. Porażka krawiecka to rzecz nader indywidualna. Moją ostatnią jest płaszczo-koc, który miał być ciepłym wdziankiem na spacery z synem.

(Nie pokażę Wam teraz zdjęć swojej ostatniej klapy, gdyż nie chcę rozpraszać Waszej uwagi)

ŻYCIE W PRAWDZIE

Pocieszenia mojego męża, że płaszcz czy sukienka nie jest taka zła, działają mi jeszcze bardziej na nerwy. Można co prawda otoczyć się wielbicielami i nie słuchać swojego wnętrza, ale to zupełnie mija się z celem. Życie w zaprzeczeniu nigdzie nie prowadzi, bo możemy oszukać innych, ale nie siebie. W głębi wiemy, że projekt jest porażką i czym dłużej odwlekamy konfrontację z tym faktem, tym gorzej dla nas. Zdecydowanie lepiej przyznać się do tego, że oto nasz uszytek jest klapą. Stanie w prawdzie jest dużo bardziej oczyszczające, niż próby szukania pocieszenia. Nawaliłam, straciłam pieniądze, czas i nerwy. Stało się. Przyznanie się przed sobą do błędu jest punktem wyjścia.

ŻAŁOBA

Po każdej stracie potrzeba czasu na przeżycie żałoby, uporanie się z emocjami. Czas leczy rany, nawet te z pozoru trywialne. Strata wełny, godzin pracy, wiary w swoje pomysły jest istotna dla mnie, więc nie ignoruję jej udając, że to tylko szmata i w ogóle nie ma się czym przejmować. Jest czym się przejmować. Włożyłam wysiłek w coś, co mnie zawiodło. Mam prawo pozłościć się, popłakać, zjeść czekoladę i zamknąć maszynę do szycia w szafie. Mam prawo do przebolenia swojej porażki w sposób jaki mi odpowiada. Ja przelewam swoją frustrację na post, który właśnie czytacie.

purpurowa maszyna do szyciaANALIZA PRZYPADKU

Gdy emocje opadną, mogę wreszcie na zimno pomyśleć nad tym, co poszło nie tak. Analiza jest konieczna, jeśli porażki mają czegoś nauczyć. W moim przypadku to przede wyłączenie „magicznego myślenia”. Jeśli wiem, że wełna z której szyję jest podwójnie klejona, sztywna jak koc, to nie ma co marzyć, że jakoś się zmieni i będzie miękko otulała moje ciało w wykroju zwiewnego płaszcza. Muszę stopować swoje marzenia, zimną kalkulacją.

Po analizie i zapamiętaniu lekcji na przyszłość, pora na rehabilitację.

szyjąca koieta vintage„BUŁKA Z MASŁEM”

Trikiem, który stawia mnie z powrotem na krawieckie tory i działa mobilizująco jest realizacja jakiegoś prostego szyciowego projektu. Pojęcie „łatwości” jest oczywiście dla każdego inne 🙂 Dla mnie to uszycie czegoś ze znanego wykroju i materiału. Zmieniam jedynie małe elementy, które nie są w stanie zepsuć całości. Kombinuję w kwestii koloru, ale koniecznie używam któregoś z super twarzowych. Wracam do swojego własnego wpisu o https://pracowniastroju.com/2016/01/14/jak-wydobyc-swoj-urodowy-potencjal/ i z odpowiedniej palety dobieram odcień. Mogę pokusić się również o małe modyfikacje w wykroju np. pozbyć się rękawa, skrócić go, dodać kieszeń czy wykończyć dekolt wypustką. Wszytko w znanych granicach, w których czuje się bezpiecznie i wiem, że ryzyko porażki (kolejnej) jest bardzo małe.

Projekt „Bułka z masłem” dodaje mi sił i działa pozytywnie na moje krawieckie poczucie własnej wartości. Stawia z powrotem na dobre tory. Po wpadce z koco- płaszczem rozważam dwa proste projekty szyciowe: granatową sukienkę https://pracowniastroju.com/2012/12/05/klasa-biznes/. Po trzech latach od pierwszej realizacji, nadal uwielbiam ten wykrój. Posiadam update’owana czerwona wersję, a teraz przydałaby mi się granatowa. Idealna do mojej nowej bazy kolorystycznej. Drugim pomysłem jest powtórka kurtki https://pracowniastroju.com/2016/02/06/czerwona-krata/ z tym że tym razem w wersji fioletowo- kremowej. 1,6 mb nowo nabytej wełny na pewno się sprawdzi w tym wydaniu.

PRAWIE KONIEC

A na koniec podsumowanie 🙂 Drodzy czytelnicy, porażki zdarzają się każdemu i zdarzać się będą. Są oznaka że nie stoimy w miejscu, a idziemy. Ci nie popełniają błędu, co nic nie robią.

 

Prawdziwą porażką jest nie podnieść się.

 

Z pozdrowieniami dla wszystkich hobbystów

Ania

Źródła:

Biało czarny obrazek: https://pl.pinterest.com/pin/134052526381640827

Purpurowa maszyna: https://pl.pinterest.com/pin/298715387762141842/

Szyjąca kobieta https://pl.pinterest.com/pin/361836151284048340/

ps.

 

 

Reklamy

17 thoughts on “Jak radzić sobie z porażką krawiecką?

  1. Dziękuję za ten tekst! Świetnie ponazywałaś emocje i dałaś sobie prawo do ich przeżywania tak po prostu, bez niepotrzebnej ich oceny. Ten post bardzo mi się przydał, bo właśnie niedawno zaliczyłam porażkę próbując uszyć wdzianko z myślą „to takie proste”, a wykończenie dekoltu i dołu zrobiłam bardzo brzydkie… A szyjąc teraz płaszcz mam wątpliwości co do zbyt małego rozmiaru…Tak sobie myślę, że dobrze jest nazwać dzieło i uczucia po imieniu, a po próbie uratowania – bez żalu sie pozbyć, by nie blokować dalszego twórczego działania. 🙂

    • Zwróciłam uwagę na to by nazwać klapę, klapą, gdyż w przypadku rzeczy własnej roboty trudniej nam to przychodzi. Nawet ja gapię się czasami kilka dni na jakieś swoje brzydactwo i próbuję się przekonać, że nie jest takie złe 🙂 a potem tylko niepotrzebnie straszy w szafie i blokuje, jak napisałaś

      • Zgadzam się, że łatwiej czasem przychodzi nie zwracanie uwagi na swoje szyciowe niedociągnięcia, gdy żal nam czasu i środków zainwestowanych w uszytek. 🙂

  2. Bardzo podoba mi się Twój sposób przeżywania żałoby, wyciągania wniosków z porażki oraz podbudowanie samopoczucia sprawdzonym uszytkiem, na pewno bardzo z tego skorzystam. 😉 Zadziwiające jest, jak odruchowe jest bagatelizowanie porażki i uczuć z nią związanych, a przecież zwykle to ogranicza chęć tworzenia i zniechęca do hobbistycznego wysiłku. Świetny tekst.;)

  3. Aniu czytam Twojego posta i mam wrażenie że czytam o sobie, mam bardzo podobnie 🙂 Porażki zdarzają się wszystkim, mnie dołuje nawet nie udany recykling ha ha. Ważne żeby w takich momentach nie załamywać się, przeanalizować co było nie tak i iść do przodu, tak jak Piszesz 😀 Często źle dobrany materiał wystarczy żeby projekt nie wypalił, też tak ostatnio miałam 🙂 miał być luźny golf, na szczęście wyszła bluzka z dekoltem, ale złość przez kilka dni była że to nie golf…….w sumie bluzka z dekoltem bardziej się przyda 😀 Pozdrawiam gorąco

  4. Właśnie ostatnio przeszłam ten etap porażki. Dołożyłam wszelkich starań w idealne szycie kamizelki dla męża, wszystko dokładnie odszyłam i wymierzyłam i zrobiłam piękne równe dziureczki idealnie wymierzone. Gdy już wszystko było skończone i mąż przymierzył kamizelkę, okazało się że odległość dziurek od brzegu jest za duża i materiał odstaje. Ale się zdenerwowałam i mam focha na maszynę i robie chwilową przerwę w szyciu. Ładuje akumulatory na feriach.

  5. Ja jestem właśnie na etapie żałoby. Miałam piękną tkaninę, duże chęci, przykładałam się jak nigdy a wyszło jak wyszło. Cóż, żakiet będę nosić ale muszę się pogodzić z tym, że nie potarfię (jeszcze) uszyć kieszeni z wypustką;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s