KRAWIECKIE MOTYWACJE

Czego nauczyłam się w 2 lata?

1. czego się nauczyłam2 czego się nauczyłam3 czego się nauczyłamIMG_3532_wmPOST MOTYWACYJNY

To miał być wpis w którym z dumą prezentuje Wam czerwoną sukienkę, którą uszyłam 2 lata temu i ponownie w zeszłym tygodniu. Jest dosyć trudna i pracochłonna, więc uznałam, że będzie świetna do rozpisania się o swoich postępach w szyciu, zwracaniu uwagi na detale i wykończenie. Niestety szycie szło mi jak krew z nosa, a obcinając ostatnie nitki stwierdziłam, że jedyną pewną nauką płynącą z regularnego szycia jest pokora. Sukienki niewiele się różnią!!! … ale w sumie … diabeł tkwi w szczegółach ;), więc o podsumowanie i tak się pokuszę.

TKANINA TKANINIE NIERÓWNA

To prawda, że z czasem coraz lepiej rozpoznaje się materiały. Początkowo nie miałam pojęcia o jakości i brałam najbardziej kolorowe dzianiny (równocześnie najtańsze). Zamawiałam je hurtowo w internecie i po niespełna roku nie miałam już żadnej z tych sukienek. Dzianina z której uszyłam pierwszą czerwoną Klasę Biznes była już z trochę lepszej i droższej dzianiny, ale po dwóch latach też już nie nadaje się do noszenia. Teraz mam już tą pokorę, by pytać doświadczonych sprzedawców i szukać najlepszej możliwej jakości. A gdy już ją znajdę – trzymam się kurczowo. Nie uchrania to od wpadek, ale są one już incydentalne.

DRUGA SKÓRA

2-3 lata temu bałam się poprawiać czegokolwiek w oryginalnych wykrojach. Obawiałam się zepsuć i zdeformować ubrania. Miłym skutkiem ubocznym było noszenie prezentowanej sukienki dzianinowej w całkiem zaawansowanej ciąży 😉 Po mozolnym powrocie do formy, nie miałam ochoty już dodawać sobie objętości w talii, więc nowa wersja jest elegancko zwężona przy zamku i bokach. Teraz zdecydowanie lepiej znam swoją figurę i wiem, jak poszczególne wykroje na mnie leżą. Mistrzem może nie jestem ale zwęzić, wydłużyć, pogłębić, poszerzyć potrafię.

GDZIE ODPUŚCIĆ

W poście Klasa biznes sprzed dwóch lat piszę, że wiem iż rękawki nie są idealnie wszyte, ale nie muszą. Dziś już wiem, że muszą. Warto potrudzić się, odpruwać i poprawiać, by efekt był jak najlepszy. Szczególnie, gdy szyję to co widać na zewnątrz, staram się podwójnie. Nie trzymam się kurczowo tej zasady jeśli chodzi o środek. Gdy coś nie wychodzi mi z podszewką potrafię odpuścić. W czerwonej sukience 2015 poszłam na pewne ustępstwa, co Wam pokarzę w najbliższym czasie.

CZEGO SIĘ NAUCZYŁAM PRZEZ 2 LATA?

Materiał, dopasowanie, dopieszczenie. Nie brzmi jak wiele, ale wierzcie mi, że gdy patrzę na to co zrobiłam kiedyś i na to co robię dziś, widzę różnicę i jestem zadowolona z postępów. Nie są spektakularne, ale te można zaliczać chyba tylko na początku.

A jakie postępy widzicie u siebie? Co najbardziej Was cieszy?

pozdrawiam wszystkich szyjących 🙂

 

 

 

 

 

Reklamy

35 thoughts on “Czego nauczyłam się w 2 lata?

  1. Moje postępy? 1. Znacznie lepiej dobieram ustawienia maszyny. Jeszcze niedawno w ogóle nie wiedziałam ki diabeł. 2. Umiem geometrycznie zmniejszyć lub zwiększyć wykrój o rozmiar we wszystkich szczegółach, co nie jest może trudne, ale wymaga pewnej dokładności. Poza tym potrafię oddzielić wykrój ładny na modelce od ładnego na mnie i nie miałam ostatnio wtopy z dobraniem do wykroju złego rodzaju materiału, co na początku zdarzyło mi się kilkakrotnie 3. Umiem przerobić większość prostszych wykrojów tak, żeby nie były workiem obiciowym, a wszystkie części stroju dały się połączyć bez większych problemów. To umiejętność sprzed kilku postów na blogu Ani, ale stopniowo coraz bardziej ugruntowana 4. Mam większą cierpliwość i umiem powalczyć o efekt końcowy. 5. Pozbyłam się tendencji do ulegania efektowi sroczki, zwłaszcza podczas zakupów w internecie. Ostatnio nie kupiłam niczego, co po przyłożeniu do mojej twarzy wywołuje grozę dysharmonii. Poprawił mi się gust w kwestii wzornictwa. 6, Nie panikuję i nie zniechęcam się w trakcie szycia, bo coraz częściej umiem znaleźć rozwiązania problemów, które wyskoczą nagle, jak na przykład niechciane marszczenia czy zakładki. ALE kompletnie nie umiem rozróżnić tkaniny jakościowej od średniej, a konserwacja ubrań pozostawia u mnie wieeeele do życzenia. Dlatego, Aniu, będę wdzięczna za wszelkie rady. Ja nie trafiłam jeszcze na sprzedawcę, który udzieli mi dobrych rad. Często się na tzw. dobre rady nacinam. Ale ciągle jestem skrajnie początkująca, bo niestety pracowałam na Łuczniku (nowym i komputerowym, a jednak beznadziejnym), przez co więcej miałam pracy technicznej (naprawiania i szukania właściwych ustawień z powodu notorycznego rozregulowania maszyny, na które kilka serwisów nie umiało znaleźć rady) niż samego szycia, a czasu na hobby mam bardzo mało. Dziś przyjeżdża do mnie Janome 525S i wierzę, że od tej pory postępy będą gnały daleko przede mną samą:)

    • Justyna, śmiałam się czytając Twoje podsumowanie 🙂 Większość z tych rzeczy też doświadczyłam, a co najważniejsze to też nauczyłam się odróżniać ciuchy ładnie na mnie od ładnych na modelce. Co do maszyny, to ja z Janome nie miałam żadnych problemów, więc życzę Ci przyjemnego szycia 🙂 Daj znać jak się sprawuje, bo ja mam dużo prostszy model niż Twój.

      • Dziękuję za miłe życzenia :)Dam znać za parę dni, jak tylko coś zdołam uszyć i przetestować funkcje. Akurat dobrze, bo będę szyła sukienkę z lekko elastycznej dzianiny, która jest dobrym sprawdzianem, a poza tym mam trochę skrawków różnych materiałów, więc wypróbuję, co się da.

      • Zgodnie z obietnicą, przetestowałam Janome 525S (najlepszy model mechaniczny w ofercie Janome), która zastąpiła mi zepsutego Łucznika Helenę 2060 (najwyższy model komputerowy w obecnej ofercie Łucznika). Ogólnie rzecz biorąc: świetna! Nie jest podatna na rozregulowanie. Szwy mają wysoką jakość i wychodzą tak jakby same z siebie. Jest tu oczywiście możliwość kontrolowania docisku stopki i napięcia górnej nitki (na szczęście stopniowego, bo w Łuczniku było pokrętło bez wyróżnionych stopni i nigdy się nie wiedziało, w jakim się jest punkcie, był tylko plus i minus), ale nie muszę ciągle ślęczeć na badaniu tych parametrów, jak to dawniej bywało. Po prostu siadam i szyję, a poprawianie ustawień nie jest już kwestią warunkującą pracę, a jedynie ewentualnie podnoszącą jej jakość. W stosunku do maszyny komputerowej Łucznika, która była niezwykle kapryśna, Janome to odporny czołg. Chodzi niezłomnie, ale, muszę powiedzieć, bez takiej jakiejś nieuchwytnej lekkości, charakterystycznej najwyraźniej dla maszyn komputerowych. Nie jest to obiektywny minus, tylko subiektywne odczucie. Nieco mi brakuje dawnych wrażeń, ale to chyba kwestia przyzwyczajenia. Janome radzi sobie z różnymi materiałami i nie buntuje się przy kilku grubych warstwach. Całkiem nieźle znosi materiały delikatne i ma opcję obniżania ząbków transportera, więc super. Wybór stopek do Janome jest bardzo szeroki i są to stopki lepsze niż w Łuczniku. Aniu, skoro szyjesz dużo z jedwabiu, może chciałabyś stopkę z rolkami? Jest świetna, nie wiem tylko, czy pasuje do maszyn z chwytaczem wahadłowym, a pamiętam z jakiegoś zdjęcia, że masz taki model. Wracając jednak do wątku głównego: na Janome525S szyje się komfortowo, z dużym poczuciem bezpieczeństwa. Zmiana w stosunku do maszyny z wieloma dodatkowymi opcjami jest mniejsza, niż mogłoby się wydawać. Automatyczna regulacja prędkości szycia okazała się dla mnie mniej istotna niż podejrzewałam, bo bardzo szybko nabieram wyczucia. Na Łuczniku ustawiałam sobie bardzo niską prędkość, więc muszę się przy pedale pilnować i trochę drętwieje mi noga, ale dzięki temu uczę się szyć szybciej. Paradoksalnie, konieczność mechanicznego kontrolowania tempa pomaga mi przy nieco większym wysiłku osiągnąć większą dokładność. Muszę się też przyzwyczaić do gwałtownych zrywów przy ryglowaniu, bo w Łuczniku odbywało się to powoli, Tęsknię nieco do automatycznego obcinania nici czy pozycjonowania igły góra/dół, ale da się bez tego żyć, natomiast jedna wspaniała funkcja mogłaby być z Łucznika skopiowana: mechaniczny system zawieszania stopki nieco nad materiałem w sytuacji, kiedy się przeszywa np. kilka warstw zapasów szwów. Stopkę unosi się lekko, a wystającą z niej beleczkę wkłada do dziurki przy chwytaczu. Po chwili stopka sama wysuwa się łagodnie, a nagły wał przebyty jest bez większego trudu. W Janome muszę zmniejszać docisk stopki, co nie jest zbyt wygodne. Pytałam u importera, czy w bardziej zaawansowanych modelach jest odpowiednia funkcja, ale albo źle wytłumaczyłam, albo faktycznie firma Janome tego w ogóle nigdzie nie wprowadziła. Teraz trochę minusów: nie mogę powiedzieć, że pokrętła chodzą jak po maśle. Raz mi się nawet zdarzyło „nie wrzucić dobrze biegu” przy wybieraniu ściegu i maszyna mi zazgrzytała. W ogóle oznaczenia nie do końca pokrywają się z działaniem pokrętła, czasem nawet są o kilka milimetrów przesunięte. Poza tym w Łuczniku lepiej nawlekało się nitkę. Tu też jest to automatyczne, ale trzeba się bardziej nawysilać i trochę potrafiać. Podobnie z wyciąganiem dolnej nitki. I wracamy do plusów: przyznaję, że Janome ma łatwe menu i dobrą, chociaż niezwykle lakoniczną instrukcję. Z instrukcji Łucznika więcej się nauczyłam, ale też bardziej mnie męczyła. Janome 525S to świetny zakup, jednak nie ukrywam, że złapałam już bakcyla maszyn komputerowych. Podobno są bardziej awaryjne, bo komputer powinien być zewnętrznie podłączany, a w środku maszyny zawsze jest narażony na wstrząsy, ale co tam, nikt i tak takiego rozwiązania nie stosuje. Mam nadzieję, że w przyszłości wrócę do komputerówek, ale na pewno wybiorę markę Janome, bo już się w niej zakochałam. Teraz czas na zakup overlocka i pewnie Janome wygra z Merrylockiem. Moja nowa maszyna jest już moim oczkiem w głowie i bardzo ją lubię. Świetna, solidna, doskonała do nauki. Jeśli komuś szkoda wydawać na komputerowe cudo – polecam model 525S, nikt nie będzie żałował takiej inwestycji. Zresztą, popatrzmy na Anię. Jak sama powiedziała, ma prostszy model, a jakie wspaniałości szyje! Też bym tak chciała.

      • Dzięuję za tak wnikliwą recenzję. Na maszynie komputerowej ani razu nie pracowałam, więc nie mam pojęcia co tracę. Twoja recenzja zacheciła mnie do rozglądnięcia się za nową maszyną. Powodzenia

  2. Wiec przeszlas do drugiej fazy.Juz wiesz ,ze wykroj to nie swieta krowa,dokladnosc jest pozadana,a najlepszym przyjacielem kobiety nie sa diamenty tylko ten maly zibciszek do prucia.
    A za jakis czas plynnie przejdziesz do nastepnej,gdzie zycie wewnetrzne sukienki bedzie dokladnie tak samo wazne jak zewnetrzne.I znajdziesz sposob na podszewke.Ja znalazlam.Jest koszmarnie czaso- i praco-chlonny, ale dziala.
    Powodzenia
    Ewa

  3. Ja tam równo od początku modyfikuję co się da. Nie lubię workowatości! Z resztą na początku zaczęłam szyć ubrania rozmiar za duże, bo zaufałam rozmiarówce z Burdy. W rozpaczy po pierwszej przymiarce zaczęłam modyfikować. Także nauczyłam się, że nie ma co ufać, trzeba przymierzać, nawet sam wykrój do ciała – też daje jakieś pojęcie.
    Dzięki Tobie nauczyłam się też wykańczać tasiemką ze skosu, co znacznie ułatwiło mi życie. Nawet wzięłam jakąś uszytą wcześniej bluzkę i poprawiłam jej dekolt tą techniką.
    Pozdrawiam!!

  4. Moja przygoda z szyciem zaczęła się kilkanaście lat temu, a pierwszą rzeczą jaką uszyłam to były spodnie(tzn.spódnica,którą rozcięłam na środku i po prostu zszyłam,po przymiarce już odechciało mi się szycia).W chwili obecnej myślę,że dałabym radę uszyć prawie wszystko,choć czasem mam problem z dopasowaniem kroju do figury,ale tak jak pisze Justyna można sobie z tym poradzić.Wiem teraz na pewno,że nie należy się zbytnio spieszyć,bo to nie wróży nic dobrego,kiedy jest za mało czasu na dopieszczenie lepiej sobie odpuścić i zestroić się w coś przetestowanego,sprawdzonego.Po przeczytaniu waszych postów Aniu,Justynko mam wrażenie jakbym sama pisała te słowa,jakbym sama przez to wszystko przechodziła co wy.Teraz nie pozwalam sobie na zepsucie tkaniny,dawniej często coś lądowało w koszu,dawniej szyłam raczej z konieczności,dziś szyję dla przyjemności,kiedy zaczynam planować co nowego uszyć czuję się taka spokojna,potrafię się wyciszyć i kroić i szyć,czasem tak się zatracam,że zapominam że obiad miałam ugotować.Żałuję tylko że nie mam w domu kąta przeznaczonego tylko na szycie,wówczas nie musiałabym sprzątać całego domu ze ścinek,siepek i innych takich.Także szycie kiedyś, a dziś to jak niebo, a ziemia! Pozdrawiam was dziewczyny serdecznie!

    • Ja Ciebie Kasiu tez pozdrawiam serdecznie 🙂 To naprawdę zaskakujące, ze wszyscy przechodzimy przez to samo. Co do kąta na szycie, to ja się dorobiłam swojego, ale i tak całe mieszkanie trzeba odkurzać, bo mój mały „pomocnik” roznosi wszystko po domu. Zen w szyciu- dobry komentarz, może napiszę coś o tym aspekcie niedługo.

    • Przepraszam, że jestem taka nadaktywna w komentarzach tym razem, ale temat wydał mi się miły i zabawny. Po przeczytaniu posta Kasi1977 i historii o pierwszej próbie szyciowej, czyli ciekawym sposobie na uzyskanie spodni ze spódnicy pomyślałam sobie, że to genialny motywacyjny wątek: nasze śmieszne wpadki. Myślę, że każdy je ma na koncie, ale coś pozwala się nimi nie załamywać i nie rzucać szycia w kąt. Ja miałam na początku dwie pod rząd, spektakularne: w moim pierwszym kupionym numerze Burdy jako model łatwy i dodatkowo opisany proponowano gipiurową bluzkę (116, 3/2013). Pomyślałam sobie: trudno, nie mój typ, ale skoro łatwa, to od niej zaczynam. W sklepie nie było podobnej gipiury, a wszystkie inne miały niedopuszczalnie wysoką cenę, więc kupiłam tandetną i tanią koronkę elastyczną w kolorze białym. Przecież to miało być tylko ćwiczenie. Ale zamigotało mi w oczach kolorami i postanowiłam, że ta bluzka ma być czymś do noszenia, a do niej powinnam mieć spódnicę z półkoła (teraz wiem, to straszne połączenie). Pani w sklepie powiedziała, że biały i niebieski to samograj. No cóż… Nie pytajcie mnie dlaczego dokupiłam do tego niebieską satynę w kolorze majtkowym. Zwykle ubierałam się raczej ładnie i klasycznie, nie potrafię wytłumaczyć tego impulsu. Nie dość, że bluzka nie okazała się łatwa, bo koronka elastyczna to masakra dla początkującego, a wszywanie lamówki na pierwszy raz to dramat, ale dodatkowo luźny wykrój w zawyżonej rozmiarówce, w połączeniu z wypadającym szwem i krzywo wszytą tasiemką ze skosu pod szyją, z powyciąganymi gumkami tworzącymi efekt jeża, w zestawieniu z tą paskudną satyną „ozdobioną” kontrafałdą z boku (niedokładne wyliczenia) – wszytko to sprawiło, że poczułam się więcej niż brzydka i więcej niż głupia. Mąż spojrzał z politowaniem i dowiódł swojej miłości. Nic nie powiedział. [Z takiej grubej satyny uszyłam jeszcze potem bluzkę 106, 4/2013, ale to już dla żartu. Była sztywna jak zbroja kosmity. Chciałam rozśmieszyć przyjaciółkę, a do tego poćwiczyć równe prowadzenie ściegu na trudnym materiale] Zaraz potem zaliczyłam kolejną wpadkę. Zamiast zabrać się za testowanie maszyny na skrawkach postanowiłam, że już nigdy nie kupię paskudnego materiału i szyję od razu rzeczy docelowe, co mnie miało zmotywować do dokładności. Kupiłam obiektywnie piękny szantung, wspaniale matowy, granatowy, jedwabny i… wybrałam słynny workowaty model 109 9/2012, taki kompletnie nie na moją drobną figurę. Znowu wylądowałam w oversizowej gniecionce, źle uszytej (nie wiedziałam, że Łucznik wymaga dodatkowych regulacji), tym razem baaardzo kosztownej. Że ja się po tym nie załamałam… 🙂 Najwyraźniej nic mnie od szycia nie odstraszy. Nie wiem, czy ktoś tutaj zaliczył aż takie wtopy pod rząd, na samym początku, podkopujące zaufanie do własnego gustu i inteligencji.
      Szkoda tylko, że potem miałam roczną przerwę, bo musiałam w ciąży przez długi czas leżeć, miałam też przeprowadzkę i pierwsze miesiące z maluszkiem. Dlatego w zasadzie szyję od bardzo niedawna, a jeśli wliczyć przejścia z maszyną i przerwy na serwisowanie…
      Wszystko to jednak lepsze od wtop publicznych. O ile ja doświadczyłam grozy przed lustrem i kochającym mężem we własnym domu, moja ciocia chciała kiedyś zabłysnąć w oczach kolegi, na żaglówkach. Uszyła nieco awangardową białą bluzkę, własnego pomysłu. Była podobno kopertowa i luźna. Miała „igrać z wiatrem” i igrała. Wydymała się dokładnie jak żagle, więc jakoś się cioci rozmowa nie kleiła z powodu nieustannego ryzyka obnażenia :).

      • Może odważę się kiedyś opublikować moje wtopy. Dużo produkuje tej odzieży więc i dużo śmiesznych rzeczy mi wyszło. Pomyślę nad takim postem.
        Co do szycia na próbę to nie uznaje. Idę od razu na żywioł w kreacje docelowe 🙂

  5. Aniu, szyje od roku i dwoch miesięcy. Od listopada jestem stazystka na szwalni i chociaż szyjemy ubranka dzieciece to nie uwierzysz ile tam dopiero trzeba dokladnosci. Z krojeniem nadal mam problemy jednak idzie mi coraz lepiej. Nie umiem natomiast dobrze dopasowac uszytej rzeczy do swojej figury – mam lekka asymetrie miednicy i czesto zamek na plecach sie z jednej strony roluje. Walcze z tym jak moge, nie zawsze z dobrym skutkiem. Jeszcxe sporo przede mna 🙂 uszylam juz plaszcx majacy cztery kropki w burdzie i wyszedł ok wiec idzie mi szycie 🙂 i cierpliwość 🙂 tego sie nauczylam w szyciu ale tez w zyciu 🙂

    • O matko! Wieeelkie gratulacje! Ale, jak widać, droga do mistrzostwa to praktyka. Jeśli szycie to Twoje życie zawodowe, niebawem będziesz wirtuozem! Jejku, a ja mogę usiąść do szycia tylko na chwilkę w dwa lub trzy wieczory w tygodniu, o ile nie mam tabuna gości lub innych obowiązków. I o ile mój mały synek Tomiszon I Wymagacz zechce w miarę wcześnie zasnąć 🙂 Do tej pory z powodu przejść z maszyną po 40 minutach udawało mi się co najwyżej jeden szew wykonać, i to taki z paskudnymi pętelkami. Po godzinie było nieco lepiej, ale wtedy Łucznik stawał, aż stanął totalnie i nie da się go więcej uruchomić. Jak widać, moje szanse na turbopostępy były odwrotnie proporcjonalne do poświęcenia. Janome, witaj w moich skromnych progach!

      • Justynko tak to jest z nowymi łucznikami niestety. Ja w domu mam silvercresta i jest ok. W pracy korzystam z cudownych maszyn przemyslowych na ktorych szycie to wyłącznie przyjemnośc 🙂 lale nie martw sie – daj sobie czas na ogarniecie szycia i badz cierpliwa bo to zmudna praca i efekty nie raz nie beda zgodne z twoimi oczekiwaniami. Poza tym osoby ktore same ucza sie szyc nie znaja wielu przydatnych trikow przyspieszajacych szycie 🙂 poczytaj o stopkach do zadan specjalnych – jest nawet taka do stebnowania szwow w ostepach 1.5, 2.5 lub 5 mm! To bardzo ulatwia i przyspiesza szycie :)co do czasu w domu na moje szycie to tez msm go niewiele, praca sprzatanie maz i 4,5 letnia cora zostawiaja mi niewiele czasu na moje pasje.

  6. Zwykle nic nie komentuję, blogom się tylko przyglądam, ale chciałam ci napisać, że podziwiam cię, jak dużo szyjesz, mimo że na pewno nie masz na to dużo czasu i jak przykładasz wagę do szczegółów. Sama umiem szyć, choć nie tak dobrze jak ty, więc wiem, ile czasu i cierpliwości to kosztuje.

  7. Przeczytalam moj komentarz i pomyslalam – o rany, ale sie wymadrzam 🙂 przepraszam 🙂 ale to wszystko przez ten staz i moje dazenie do bycia zawodowa krawcowa bez szkoly krawieckiej 🙂 trzymam za Was kciuki wszystkie krawcowe samouki 🙂 i pamietajcie ze jesli wkladamy w cos serce to na pewno w koncu nam sie uda 🙂 pozdrawiam 🙂

  8. Oj tak, szycie zdecydowanie uczy pokory. I cierpliwości. I wyobraźni przestrzennej:)
    W ogóle szycie -zwłaszcza hobbystyczne – to ciągła wędrówka ku doskonałości, rozwijanie się, doskonalenie, wypracowywanie pewnych schematów.
    Chciałabym kiedyś coś uszyć tak, żeby się po latach zastanawiać, czy ja to szyłam, czy kupiłam w ‚lepszym’ sklepie?

    Pozdrawiam:)

  9. Dziękuję Ci za tak ciekawy wpis. Sama też czasem zastanawiam się nad tym, jakie ja widzę postępy u siebie. Uczę się szyć od ok. półtora roku. Zaczynałam od skracania sukienki, a teraz szyję je, więc choćby w tym zakresie widzę postęp. Ostatnio zamarzył mi się płaszcz i tak się zastanawiam, czy dam radę go uszyć z wykroju Burdy, skoro ma trzy kropki oznaczające stopień trudności, a ja do tej pory szyłam ubrania tylko takie z dwiema kropkami:-). Myślę sobie, że jeśli nie spróbuję, nie przekonam się. Na tym etapie zaczynam też zwracać uwagę na większą precyzję i jakość wykończenia. Nie posiadam overlocka, posługuję się tylko zygzakiem lub overclockopodobnymi ściegami i tutaj widzę jeszcze pole do poprawy. Generalnie dużo jeszcze pracy i nauki przede mną, ale najważniejsze, że daje mi to wielką radość i satysfakcję. Na Twoim blogu od zawsze podziwiałam dbałość o szczegóły i precyzję, to widać:-). I wiele razy zaczerpnęłam stąd ważną wiedzę, np. dot. wszywania rękawów:-). Pozdrawiam serdecznie.

  10. dołączę i ja do grona szyjących. kocham to. relaksuje mnie ogromnie, nawet jeśli zdenerwuję się nie raz i nie dwa przy wciągniętym materiale czy babolu z nitek. tylko u mnie inny target, nie ludzkie ciuchy, chociaż te też popełniłam, od nich się właściwie zaczęło. początki jak większości – poszewka, zasłonki, firanka, potem spódniczki, fatalna sukienka z burdy, bez pleców, ze skopanym dekoltem, kompletnie nie dla mnie krojem ale nie wiedziałam wtedy o tym, i satynowa. boszszsz porażka kompletna i nawet raz jej nie założyłam. potem mniejsze formy, koszulinka do chrztu dla bratanka, jako biała szatka, szyta, haftowana, obrobiona ręcznie koronką na szydełku. cudo. i od tego momentu mi odpaliło na dobre. trochę ciuszków na małego, i poszłam w całkiem mini formy. obecnie szyję głównie dla lalek 🙂 i proste i bardziej skomplikowane rzeczy. mam naprawdę wielką satysfakcję i ogromną radochę właśnie z takiego szycia. traktuję to jako hobby, coś co pomaga mi nie zwariować na co dzień. projekty i wykroje robię metodą prób i błędów sama. przy tak małych formach często sposób uszycia czegoś jest inny niż przy ludzkim rozmiarze, skala ogranicza i wymusza użycie innych rozwiązań. szycie ubrań ludzkich też mnie kręci, ale ogranicza mnie w tym miniaturowa wręcz powierzchnia mieszkania a właściwie pokoju. musiałabym synka w łóżeczku trzymać, gdybym chciała szyć większe kawałki materiału, żeby ich nie wyszarpywał spod igły. na szycie kiedy śpi nie mam szans, maszyna jest zbyt głośna 🙂 czekam, na większe mieszkanie albo dom, z szyciem na ludzi 🙂 miejsca na materiały też potrzebowałabym więcej a jest jak jest 😉
    ostatnie 2 tygodnie nie mogłam szyć, najpierw kompletny brak czasu a później synek maszynę zepsuł. myślałam, że zwariuję 🙂 jutro jadę odebrać mojego złomka i postaram się nadrobić ten stracony czas, choć też tego wolnego jest jak na bardzo drogie lekarstwo 😉
    czy widzę postępy u siebie? widzę. obiektywnie patrząc – naprawdę widzę. wiem, co zrobiłam źle w zasłonkach, wiem, co źle w poszewkach na poduchy, w ciuchach, w pierwszych lalkowych ubrankach, widzę to. teraz robię inaczej. może za rok czy dwa i w tym wykonaniu dojrzę błąd, ale na dzień dzisiejszy myślę, że postęp jest duży i podoba mi się to co robię. gdyby prościej było jeszcze o pomoc od kogoś, kto też tak szyje, ale niestety tu nie jest tak kolorowo jak w ludzkiej skali 🙂 a ja mam manię perfekcjonizmu, nie satysfakcjonują mnie byle jak i na jedno założenie wykonane ubranka z rajstopy czy skarpetki. muszą być jak ludzkie. miniaturki tak samo funkcjonalne jak duże wersje. więc kombinuję i szyję milionpińcet razy zanim będzie takie, jak mi odpowiada 🙂
    gdyby jeszcze maszyna była lepsza… ech.
    i mam wrażenie, że robienie czegoś, czegokolwiek, samemu, uczy doceniania czyjejś pracy. ktoś, kto niczego sam nie robi, wszystko co widzi ma za nic. chciałby za grosze albo za darmo, jeszcze z pretensją i oburzeniem. zero pokory i szacunku dla czyjejś pracy. a wystarczyłoby zrobić choć raz coś samemu…

  11. Nigdy nie komentuję, tylko czytam. Tym razem zrobię wyjątek. Szyję od około 1,5 roku, po godzinach, tylko 1 lub 2 razy w tygodniu, czasem wcale. mam jeszcze kilka uszytych przeze mnie ubrań z fazy początkowej. Postęp widzę. Właśnie skończyłam 3 spodnie w życiu i są lepsze od poprzednich. Wyszłam właśnie ze strefy bezpieczeństwa i oprócz bawełny uszyłam pierwszą bluzkę z jedwabiu. Zmarszczyła się lekko pod pachą i nijak nie mogę tego usunąć. Prułam już i zszywałam na nowo i chyba muszę się poddać, bo nie chcę zmęczyć tkaniny. Zamierzam zrobić pierwszą w życiu konstrukcję spódnicy. Bardzo ważne są dla mnie szczegóły, wręcz mam na ich punkcie fioła. Sposób wykończenia i to jak uszyta rzecz wygląda od spodu. Jestem samoukiem i internetowym szperaczem, drobiazgowym upierdliwcem i niekiedy zmagam się z wykończeniem, które ostatecznie mnie nie zadowala. Ale i tak noszę te rzeczy i to z wielką dumą. chwalę się wszystkim, że sama to uszyłam. To straszna frajda. W sklepach mogę się skupić tylko na dodatkach i okryciach wierzchnich, których jeszcze nie próbowałam szyć.
    pozdrawiam

  12. Bardzo lubię przeglądać, wracać do Twego bloga i inspirować się Twoimi uszytymi sukienkami.
    Szyję od roku i dwóch miesięcy w czasie wolnym, którego mam nie za wiele. Na początku wzięłam kilka lekcji u koleżanki, by poradzić sobie z najprostszymi podstawami i od tamtej pory dokształcam się sama w ramach pasji i relaksu. Na początku szycie szło mi powoli, czasem trzeba było pruć i ćwiczyć szycie po łukach. Denerwowałam się, kiedy nie wszystko szło po mojej myśli, ale z czasem polubiłam same trudności „tworzenia”. Szycie przynosi mi wiele satysfakcji i radości, wycisza mnie i daje mi możliwość realizacji mojej kreatywności. Uwielbiam też to, że mogę ubierać się elegancko i dopasowywać ubrania do sylwetki, co jest dla mnie kluczowe. 🙂
    Ostatnio również rozkoszuję się czymś takim co ostatnio zaczęło mi towarzyszyć przy szyciu tzw. „Wprawą”, dzięki której przestałam fastrygować każdy szew, więcej szyję na szpilkach i co bardzo przyśpiesza pracę i co więcej – wychodzi równo i sprawnie. 🙂 Coraz odważniej sięgam też po trudniejsze wykroje.
    A w ramach doskonalenia warsztatu korzystam z jednego wykroju kilkakrotnie, dzięki czemu powoli dochodzę do zadowalających mnie rezultatów przy trudniejszych elementach i uczę się dopasowania do mojej sylwetki, np. przy wykroju projektanta z Burdy 12/2014 druga i trzecia sukienka wyszły mi bardzo równo i bez ponaciąganych łuków przy kieszeniach, czego nie mogę powiedzieć o pierwszym egzemplarzu. Niestety jeszcze nie zrobiłam zdjęć tych kolejnych realizacji. Teraz będę szyła czwartą sukienkę z tego wykroju. Następnym wykrojem, który tak bardzo pokochałam jest wykrój z Burdy SZKPK 2/2013 model 3E. Mam za sobą pierwszą realizację, widzę pewne niedociągnięcia przy dopasowanie pleców do mojej sylwetki i właśnie z miętowej krepy wiskozowej powstanie kolejny egzemplarz. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s